run1

Postanowiłam, że wprowadzę pierwszą serię blogową. Będą to biegowe podsumowania tygodnia. Będę miała kolejną motywację, aby zrobić założone przeze mnie 5 treningów w tygodniu i pochwalić się jakim dzielnym ślimaczkiem jestem 🙂 Mam nadzieję, że podsumowania będą pojawiać się w soboty, bo weekend ma być z założenia czasem wolnym od biegania, a bogatym w inne opcje np. wyjazdy do stajni. Ale różnie bywa, więc wpisy mogą pojawić się też w niedziele.

Mój plan zakłada, że początkiem tygodnia jest poniedziałek. 5 treningów, w weekendy wolne. Jeden SUPERBIEG czyli więcej niż zwykle, jeden LEKKIBIEG czyli moja stara trasa 3,7 km a reszta biegów w okolicach 5 km. Jeśli jakiś dzień mi wypadnie, nadrabiam w weekend. Jeśli mam wszystko w nosie i nie biegam, to jest mi głupio pisząc podsumowanie tygodnia ! 🙂

A więc minął kolejny tydzień mojego biegania : 11-17 styczeń.

Ilość przebiegniętych kilometrów : 24,5 km

Ilość treningów : 5

Ilość gleb ze szpagatem i obitych tyłków na lodzie : 1

Ilość psów : 2

Miniony tydzień był bardzo obfity w nowości. Zaczęło się w poniedziałek, kiedy to nie poszłam biegać ze względu na potworny śnieg. Zakupione zostały buty New Balance W890GX5, które miały podołać warunkom śniegowo błotnym. Oczywiście nowe obuwie zmotywowało mnie do biegania. Od razu przy pierwszy treningu trachnęłam 5 km po lesie, po najgorszych szuwarach jakie mogłam znaleźć i najgłębszym śniegu, najbardziej dziewiczych ścieżkach. Buty sprawdzają się super, ale z jakąś sensowniejszą recenzją poczekam jeszcze trochę i przebiegnę jeszcze parę kilometrów.

Ponadto miniony tydzień był bogaty w nowe trasy, ponieważ odkryłam 3 nowe ścieżki, z czego 2 będą na pewno moimi ulubionymi. Jakiś czas już szukałam trasy na 5 km, bo moja stała ścieżka 3,7 km już przestała mi wystarczać (szaleństwo!).  Bieganie po lesie w nowych butach okazało się bardzo sympatyczne, a jak wiecie, ja dostaje kopa mocy na widok np. brzozowej alejki lub leśnych górek dołków, które z euforią pokonują niczym brykający kucyk. Ale mniejsza z tym. Już nie ubolewam nad zasypaną śniegiem ścieżką asfaltową, teraz mogę chasać gdzie popadnie. No, na wyjeżdżonych przez samochody kawałkach muszę być bardzo ostrożna, bo ubity oblodzony śnieg grozi glebą, którą z resztą zaliczyłam w bardzo eleganckim stylu. Gdyby nie nowe buty, byłoby tych gleb znacznie więcej. Bieganie w butach letnich w tych warunkach przypominało bardziej jazdę na łyżwach.

Miałam także dodatkowe wyzwanie w postaci małej Koko, która gości u nas już trzeci dzień i zaliczyła z nami 3 treningi. Za pierwszym razem bieg był męczący zarówno dla mnie, jak i dla małej, dlatego zrobiłyśmy tylko 3,7 km. Wczoraj już miałyśmy lepszą komunikację, mała nie zostawała z tyłu, nie wchodziła mi pod nogi i nie stawała jak wryta. Zrozumiała, że albo biegnie w tempie, albo jest zostawiana na pożarcie wściekłym lisom. Wzięła przykład z Kapiszona i większą część trasy biegła 5-10 m przede mną, często się oglądając. Wczoraj było 5 km, dziś nawet 6, przy czym mała już pod koniec dreptała za moimi plecami, ze spuszczoną główką i wielką determinacją aby dodreptać do domu. A jeszcze w stajni czekają na nas trzy konie do wybiegania …dostanie Koko w kość, ale przynajmniej dzięki temu śpi jak dziecko.

Jestem z siebie bardzo zadowolona, z piesów również. Przyszły tydzień zapowiada się mroźnie, więc mam nadzieję przetestować nowy sprzęt – maskę, którą kupiłam w zeszłym tygodniu razem z polarową opaską. No i biegiem, biegiem, ale to uskrzydla ludzie ! 🙂 Dajcie znać czy też biegacie, jak sobie radzicie w panujących warunkach i jakie dystanse lubicie najbardziej !