spring-276014_1920

Też objedliście się jak smoki? Bo ja owszem. I już nie mogę się doczekać, jak jutro spalę to wszystko, co wchłonęłam na dzisiejszy obiad. A była to pyszna wielkanocna gęś. Świąteczny czas jest trudny dla wszystkich, którzy starają się choć odrobinę ograniczyć tłuste jedzenie. Ja niestety w zeszłym tygodniu jadłam często, a mało, zamieniłam bułki w pracy na ciekawe lekkie sałatki i ładnie skurczyłam żołądek, który dziś … rozciągnęłam z powrotem. Nie jestem z tego powodu zadowolona i normalnie powinnam wpaść w rozpacz, zajadając kanapki z serem i lody czekoladowe, łkając jak to nigdy przenigdy nie schudnę i wściekając się, że lodówka rządzi moim życiem. Ale na szczęście ten etap jest już za mną. Wypiję jeden (!) kieliszek wina na trawienie, a jutro przebiegnę rano 10 kilometrów i wyrzuty sumienia odejdą w siną dal. 

Zeszły tydzień był bardzo udany pod względem biegania. Opracowałam sobie podstawowy plan i naprawdę przyjemnie mi się biegało. W poniedziałek truchtałam 9 km, we wtorek biegałam interwałami 3 km, w środę interwały 5 km, w czwartek interwały 3 km, w piątek interwały 5 km. Nie były to jakoś bardzo przemyślane, wszystkie dystansy były dyktowane raczej czasem, jaki mogłam rozdysponować. Jedyne co wiedziałam na początku tygodnia, to to, że chciałabym dalej rozwijać się w kierunku polepszenia moich wyników. Nie potrafię jednak całkowicie zrezygnować z relaksującego treptania, dlatego pierwszy dzień pozwalam sobie na relaksujące tempo, stawiając na większy dystans. Na razie mi to pasuje. Każdy dzień był coraz lepszy, poznawałam swoje możliwości. Każdego dnia biegałam szybciej. Każdego dnia biłam nowe rekordy, ciągle jednak miałam kopa i nadal brakowało mi pełni sukcesu. Aż w piątek udało się zamknąć 5 km w 40 minutach 25 sec. Czyli w ciągu 2 tygodni poprawiłam czas o jakieś 6 minut. I nareszcie jestem zadowolona na tyle, żeby w przyszłym tygodniu obiecać sobie, że będę przybiegać w podobnym czasie, nie próbując na razie go pobiec. No brawo ja ! 

Owszem, biega się inaczej niż kiedyś. Pot leje się obficiej, nawet psy zauważyły, że gdy pańcia przyśpiesza to lepiej nie szlajać się po lesie obwąchując królicze bobki, bo potem ciężko dogonić. Podczas morderczych podbiegów trzymają się blisko mnie, biegnąć 2-3 metry przede mną. Jak tylko zamówię szelki zrobię parę treningów „canicrossowych”, w końcu w maju razem z Kapiszonem i Kejutą mamy biec 5 km w Myślęcinku. Zobaczymy, czy psy dodadzą mi ducha 🙂 Bardzo chciałabym, aby każdy tydzień był tak dobry, jak ten miniony. Mam nadzieję, że będzie już nam dopisywała pogoda. W zeszłym tygodniu rano bywało mroźnie, ale bardzo wiosennie i słonecznie, co zdecydowanie motywowało do pracy. Jestem pełna optymizmu i dobrych myśli. Kto by pomyślał, że polubię wylewanie potu w godzinach porannych, kiedy śpiochy jeszcze przewracają się na drugi bok? Hmmmm zaskakujące 🙂

Podsumowanie :

Treningi : 5 sztuk

Ilość kilometrów : 25,95 km

Czas biegania : 4 h 25 sec

Kalorie : 2162 kcal