the-sun-470317

No proszę, witamy na podsumowaniu piętnastego tygodnia biegania. Niezmiernie się cieszę, że tyle czasu już biegam, fajnie, że ze mną jesteście i wspieracie moje poczynania, nawet jeśli komentarze pojawiają nieczęsto to wiem, że czasem sobie o mnie przypominacie i zerkacie na moje podsumowania. To jest fajne !  Nic tak nie motywuje jak Wasze wsparcie czy komentarz, serio 🙂 

Piętnaście tygodni to naprawdę niezły kawał czasu i myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że bieganie nieco weszło mi już w krew. Owszem, bywa tak, że mam problem aby zmobilizować się do treningu, najczęściej ma na to wpływ ogólne zmęczenie i brzydka pogoda. Ale zerknijmy w statystyki.

Przez te piętnaście tygodni odbyłam 74 treningi, przebiegłam 355 kilometrów, spaliłam prawie 28 tysięcy kalorii i wyzwoliłam miliardy endorfin. Na chwilę obecną moje rekordy wyglądają j: na 1 km / 6 min 45 sec, na 5 km / 40 min 05 sec, na 10 km 1 h 28 min 35 sec. Pragnę zauważyć, a może wytłumaczyć się, nie wiem w sumie, że jestem stosunkowo spokojnym biegaczem, lubię metodę małych kroczków, zawsze staram się kończyć trening na etapie „na upartego jeszcze bym mogła” no i walczę z nadwagą, która bardzo nie chce się ode mnie odczepić. A jak powszechnie wiadomo taki nadbagaż nieco utrudnia osiąganie lepszych czasów. Ale nie zrażam się i spokojnie dokręcam śrubkę. Bardzo chciałabym móc biegać w tzw. tempie konwersatoryjnym czyli jakieś 7 km/godzinę, ale na to potrzeba jeszcze trochę czasu. Obecnie skupiam się na polepszeniu czasu na 10 km, wydłużam czas biegu przeplatanego truchtem. Metode „od drzewa do drzewa” wymieniłam na „od zakrętu do zakrętu” 🙂

Z radością zerkam na Instagram, gdzie po każdym bieganiu wrzucam zdjęcia z trasy. Najczęściej zdjęcia te przedstawiają moją drogę, psiaki i oczywiście buciki. Bardzo polubiłam ten sposób celebrowania treningów i staram się zawsze, aby podczas biegania uchwycić jakiś ładny widoczek. Jest to pewna nagroda, gdy mogę wrzucić zdjęcie i zmotywować innych do treningu czy wyjścia na świeże powietrze.

Jeśli chodzi o zeszły tydzień, to udało się zrobić tylko trzy treningi, przebiegłam jakieś 20 kilometrów, bo zrobiłam jeden szybki trening na 5 km (znowu nie udało się złamać 40 minut, niestety), drugi spokojniejszy w piątek, bo w czwartek zrobiłam bardzo ładne 10 kilometrów przeplatany dość długimi „podbiegami”, które przeplatałam truchtem. Zauważam, że naprawdę najlepiej biega mi się między 4 a 8-9 kilometrem, wtedy naprawdę osiągam najlepsze czasy i im bliżej mety tym lepiej mi się biegnie, mogę spokojnie pozostać w strefie komfortu nawet biegnąc szybciej. Ostatni kilometr jest już nieco męczący, bo czuję ból mięśni i ogólne zmęczenie kończyn, ale dolegliwości te są niemal przyjemne, bo zastępują dyszawkę. Sądzę, że ja po prostu należę do tych, co „długo się rozkręcają” 😉

Ciekawa jestem, jak będę biegać za kolejne 15 tygodni. Przekonamy się …