Witam witam. W tym tygodniu odżyłam i z wielką radością biegałam. Bardzo dobrze zrobiłam, że po przeholowaniu z kilometrami dałam sobie tydzień odpoczynku, biegałam tylko raz i dużo spacerowałam. Byłam też bardzo zaabsorbowana przygotowaniami do przyjęcia w domu Kei. Był spadek motywacji, bardzo brzydka pogoda i generalnie biegowa kupa. Ale ten tydzień był zupełnie inny ! W sobotę przywiozłam Pindolinę, więc już od poniedziałku biegaliśmy we trójkę – ja, Keja i Kapiszon.

Tydzień 4

 01.02 – 07.02

Treningi : 4 

Ilość kilometrów : 19.08 km

Spalone kalorie : 1483 kcal

Czas biegania : 3 h 16 min 

Nowy rekord życiowy na 3 km : 26 m 56 s

Biegających psów sztuki dwie i to już na zawsze ! 🙂

Pierwsze dni były trudne, trzeba było wszystko rozplanować logistycznie i pilnować czy aby Nowa Piesia nie dostaje za mocno w dupkę. Biegałam 4 razy po 5 km, to obecnie mój ulubiony dystans. Odkrywaliśmy nowe trasy, bo moje stara jest po pierwsze trochę nudna, a po drugie w większości przebiega przy gospodarstwach i leśnych domkach z owczarkami u płotu. Nie chciałam stresować Pindoliny, więc wybrałam opcję DZICZ. Wsiadałam w autko i jechałam na skraj lasu, potem biegłam 2,5 km przed siebie. Endomondo bardzo pomaga w znalezieniu drogi powrotnej 🙂 Spotkaliśmy sarny, wiewiórki, słuchaliśmy śpiewu ptaków. Cała przyroda zachowuje się, jakby szła wiosna. Widziałam też pierwsze „bazie” na krzewach. Powietrze pachniało słońcem i życiem. Udało się pierwsze dwa dni kontrolować Keję i biegać z nią na smyczy, jednak jest to dla mnie męczące i szybko zaczęłam ją spuszczać i uczyć przywołania. Dlatego szczególnie istotne w ostatnim tygodniu było bieganie po kompletnie dzikich ścieżkach, na których i tak spotkaliśmy innego biegacza z pieskiem. Na razie proces biegowego wychowania przebiega naprawdę nieźle, bo piesy się pilnują i nie oddalają, nawet Kapiszon jest trochę mnie rozkojarzony. Udało mi się kupić przecudowną smycz FLEXI Vario, która świetnie się sprawdziła na długich spacerach z Keją i ćwiczeniu przywoływania. Właściwie dzięki tej 8 metrowej smyczy pies zachowywał się jakby był luzem, a jednak był kontrolowany.

Zauważam pewną zależność – pierwszego dnia po przerwie zawsze biega mi się doskonale i mam ochotę na więcej. Wtorek, czyli drugi dzień biegania jest zawsze sympatyczny. Środa to dramat – nogi mnie bolą, zakwasy dają o sobie znać, biegnę też znacznie wolniej niż w innych dniach. Dzień po kryzysie, czyli w czwartek jest już naprawdę spoko i jest to dzień, w którym mobilizuję się do jakiegoś szaleństwa – albo większej ilości kilometrów, albo staram się zwiększyć tempo. W tym tygodniu właśnie w czwartek udało się pobić rekord na 3 km. Wiem, że nie jest to wcale zadowalająca prędkość, ale pamiętam jak się starałam przyśpieszyć nadal zachowując równy rytm i że dałam radę nie zwolnić. Piątek pozostał dniem wolnym ze względu na wyjazd na targi budowlane BUDMA w Poznaniu. Nic nie szkodzi. Weekendowe bieganie też nie robi mi dobrze, bo jednak potrzebuję przerwy i „nagrody” za bieganie w tygodniu. Dlatego nie zrobiłam tego, co robiłam w zeszłych tygodniach. Nie nadrabiałam opuszczonych treningów w weekend, tylko po to, aby napisać Wam, że zrobiłam 5 treningów. Dwudniowa przerwa jest naprawdę potrzeba do regeneracji, dlatego obiecałam sobie, że biegi weekendowe będą się odbywały tylko w wyjątkowych okolicznościach, np. bieg na 6 łap, który odbędzie się 28 lutego. Na pewno wezmę w nim udział, bo świetnie się ostatnio bawiłam i dobrze mi z tym, że zrobiłam dobry uczynek dla piesa, przy okazji dbając o formę.

Nauczyłam się więc, że potrzebna jest mi dwudniowa przerwa w treningach. Postanowiłam, że pozwolę sobie dostosować trening i w zależności od możliwości biegać 5 lub 4 razy w tygodniu. Postanawiam także, że poniedziałek jest dniem absolutnie obowiązkowego treningu. Dwa razy odpuściłam poniedziałki, dwa razy skończyło się to bieganiem w sobotę, co przeszkodziło mi w regeneracji. No, miałam dobry powód – kac morderca grodożerca- ale to się już nie powtórzy. Tak więc znowu się czegoś dowiedziałam i mam nadzieję, że spokojnie wprowadzam swoje treptanie na coraz lepszy poziom. Zauważyłam, że doskonale się czuję i pojawiają się pierwsze objawy efektów ubocznych w postaci zgubionych kilogramów. Na początku waga stała jak wściekła, co tłumaczyłam sobie generalnym opuchnięciem, nadejściem MONSTERA, pozwalaniem sobie na zbyt duże kolacje (bo przecież biegam) i rozwojem mięśni (mam nadzieję 😛 ). Teraz na szczęście waga poszła nieco w dół a i brzuch i nogi zaczynają smukleć. Bardzo mnie taki efekt uboczny cieszy 🙂

Skoro to tydzień czwarty biegania to dla samej swojej satysfakcji zapiszę wyniki miesięczne :

Ilość treningów : 15 

Przebiegniętych kilometrów : 77,91 km !!!! 

Jestem z siebie bardzo dumna, mam za sobą pierwszy kryzys, przetrwałam go, biegam dalej, nadal to lubię i jutro na pewno znowu wsuwam buty i śmigam. Brawo my ! 🙂 Dziękuję też wszystkim, którzy piszą na FB lub pytają mnie jak tam moje bieganie, czasem znacząco unosząc brew pytając „i co, dalej biegasz?” Cieszę się, że mnie wspieracie i motywujecie, mam nadzieję że kiedyś będziemy mogli pobiegać razem, chociażby na wspomnianym przeze mnie Biegu na sześć łap, do końca lutego jest jeszcze sporo czasu, więc można trochę podszlifować formę 🙂