Krótko powiem – krótko biegałam. A zasadzie biegałam długo, tylko niestety zrobiłam 3 treningi zamiast obiecanych sobie 4. Ale biegałam ładne treningi, parę razy zadziwiło mnie moje tempo. Jestem z siebie zadowolona, bo biegowo wszystko było jak należy. Niestety organizacja czasu trochę legła, no i pogoda nie dopisywała, a ja jakoś przy deszczowej pogodzie tracę zapał. Wiem wiem, moje zasoby zapału są niemalże niewykańczalne, ale jakoś tak wyszło że nie mogłam się zmobilizować. Wyrzuty sumienia związane z tym odpuszczeniem sobie biegania w deszczową pogodę odezwały się w wczoraj, kiedy wstałam o 6.30 pobiegać a tam… deszcz. No i pobiegłam. Ale o tym za tydzień 🙂

Ilość treningów : 3 

Czas biegania : 3 h 1 min 

Ilość kilometrów : 19,09 

Nowy rekord życiowy na 5 km : 43 min 16 sek 

Rozciąganie: rozkraczałam się zacnie i możliwie często. 

A odnośnie tych rekordów życiowych to chyba niestety tym razem technika zawiodła, bo wykręciłam ten zdumiewający czas ( 7 km w 60 min ) biegnąc w lesie i co chwila tracąc połączenie z GPS czy czymś, bo mądra Pani Endo co chwilę mówiła „czas wstrzymany automatycznie/czas wznowiony automatycznie”. Miało to na pewno korzystny wpływ na wynik, choć nie zaprzeczam, że starałam się biec szybciej niż normalnie.

Jeśli zaś chodzi o regularność treningów, to teraz będzie z tym znacznie lepiej. Dostałam bowiem pracę i moje pieski muszą zostać wybiegane przed moim wyjściem. Tak, wracam do 5 treningów w tygodniu, choć nie jestem zadowolona, bo 4 służyły mi bardzo i nie przemęczały mnie. Ale mus to mus, najwyżej zrobię trochę krótsze biegi w dni kryzysowe (pierwszy i trzeci). Oczywiście sama dobrze wiem, że tak nie będzie. Jak już wbiegnę do lasu i spalę pierwsze zakwasy to nie chce mi się kończyć biegania i wracać do domu….

Przy wyższych temperaturach zauważam, że robi mi się podejrzanie ciepło w stopy. Wiadomo, goretex jednak daje czadu. Ale na tą chwilę w zupełności wystarcza zmiana skarpetek na lżejsze. W ogóle temperatury idą w górę, bieganie w puchowej kurtce robi się uciążliwe. Także opaska na szyję, czapka, opaska na głowę i kaptur przestały być konieczne i pomału rezygnuję z niektórych ociepleń. Cieszę się, że idzie wiosna i nie ukrywam, wcale nie tęsknię za śniegami i pluchami. Może poza deszczowymi dniami. Śnieg zawsze wygląda w lesie pięknie, natomiast deszcz… Oby jak najmniej 🙂  Nawet nie macie pojęcia jak wyglądają moje psy po godzinie biegania po zmoczonym deszczem lesie. Jak nieboskie stworzenia !