Czyli kilka typów ludzi, którzy NIE powinni żeglować.
beach-1042883
Rejs jest bardzo specyficzną formą wypoczynku. Nie jest to zabawa dla mięczaków i darmozjadów. Nie ważne, czy wybierasz się na rejs morski, czy śródlądowy. Będziesz członkiem załogi, a załoga jest jak jeden organizm, którym kieruje kapitan. Musisz zrozumieć, jakie pełnisz role i obowiązki. Tak, ponieważ rejs to przede wszystkim wykonywanie pewnych czynności na rzecz jachtu i innych członków rejsu. Tutaj nie ma miejsca na indywidualny tok żeglowania, ani na żeglarskie przedszkole. Jeśli piszesz się na rejs, musisz się dostosować, dopasować, żyć w symbiozie. Dlatego, postanowiłam spisać krótką listę typów buraków pokładowych, których nigdy nie chciała bym spotkać na żadnym jachcie.

Typ 1 czyli KLIENT.

Klient podpisał umowę o rejs i już od wejścia na keję ma pozycję roszczeniową. Nie podoba mu się układ koi, nie podoba mu się, że przydzielono mu jakiekolwiek obowiązki. Głośno narzeka na to, że spodziewał się innego komfortu. Kilka razy podkreśla, że podpisał umowę (jakby był jedyny), w której nie zaznaczono, że jedna z toalet na jachcie jest używana jako składzik i nie można z niej chwilowo korzystać. Ryk silnika pod pokładem doprowadza go do spazmów i migreny. Ingeruje w decyzje kapitana i oficerów, sądząc, że jego roszczenia są najważniejsze w świecie. Uważa się za pępek świata, wypomina wszystkie możliwe – często niepasujące do sytuacji – punkty umowy i oferty rejsu. Czasem nawet szastnie jakimś artykułem, jak jest szczególnie zaparty to nawet skojarzy, że dotyczy go kodeks morski, na który się powołuje, choć nigdy go nie widział na oczy. Klient oczekuje, że jacht i reszta załogi służą wyłącznie do zaspokajania jego potrzeb i ambicji. Klient nie sprząta, nie klaruje, nie takluje, nie szykuje jedzenia, a jedynie je spożywa. Klient nie życzy sobie, aby ktokolwiek na niego krzyczał, nawet jeśli właśnie stoi swoim pustym łbem dokładnie na drodze przelatującego bomu, co grozi mu poważnym uszkodzeniem makówki. Jest specjalistą od reklamacji i zażaleń, a nawet pozwów sądowych, czym zresztą z wielką lubością się chwali, opisując kolejne firmy żeglarskie które już pozwał, albo dopiero zamierza pozwać.

Typ 2 czyli INDYWIDUALISTA.

Indywidualista, jak sama nazwa wskazuje, z zasady nie jest w stanie być członkiem załogi. Bycie członkiem, częścią, organem, jest dla niego wysoce upokarzające. Nie tylko nie można na nim polegać, ale także i on nie ufa nikomu. Indywidualistę można wypatrzyć już podczas pierwszych wspólnych zakupów. Robimy zrzutkę, śmigamy do sklepu. A tam? Połowa produktów nie podpada gustom indywidualisty ! Tutaj przeszkadza mu glutaminian sodu, gdzieś indziej syrop glukozowo-fruktozowy. Mielonki jeść nie będzie, nie po to zapłacił X żeby się puszkami żywić. A po co kupiliście tyle sera? Przecież jedna paczka na 10 osób na trzy dni w zupełności wystarczy. Lubię tylko pieczywo pełnoziarniste ! Czemu bierzesz te śmierdzące, tłuste kiełbasy? I tak bez końca… Na koniec koszyk w większości wypełniony jest produktami zaakceptowanymi przez Indywidualistę, bo reszta załogi zwyczajnie nie ma ochoty użerać się z tak prostymi sprawami. Na rejsie zasadniczo jada się skromne, łatwe w przyrządzeniu posiłki, niewymagające godzin przygotowań. Prosty makaron z sosem pomidorowym i kanapki z serem niejednemu żeglarzowi po wielu godzinach wachty wydają się szczytem marzeń i to jest w żeglarstwie klimatyczne. Jasne, że fajnie jest zrobić jakiś wyjątkowy posiłek z jakiejś miłej okazji, ale żeby z zakupów spożywczych robić obrady sejmu?

Typ 3 czyli NIEDAMRAD

Niedamrad to osoba, która nie da rady. O cokolwiek go poprosić, on nie może. Jeszcze nie spróbuje, a już go plecy bolą, albo leń chwyta. Alb boi się o własne życie, bo jak wiadomo, wykonywanie podstawowych czynności na jachcie wymaga wprost kaskaderskich umiejętności. Masz jakąś szybką akcję, podaj to, rzuć tamto, pociągnij coś, latasz z werwą po pokładzie, wkładasz wszystkie siły i chęci w to,aby szybko się uwinąć z robotą. I dostajesz do pary Niedamrada. Wyjścia są dwa : zamieniasz się w dobrego duszka, psychologa, instruktora żeglarstwa i mamuśkę w jednym i spokojnie tłumaczysz Niedamradowi, że da radę. Albo robisz sam. Z doświadczenia wiem, że mniej się namęczysz wybierając bramkę numer dwa.

Typ 4 czyli SAMOLUB

Samoluba można odkryć w kambuzie. Robi sobie posiłki, nie pytając reszty załogi o to, czy mieliby na coś ochotę. Jest to bardzo źle widziane na jachcie. Jeśli ktoś zagląda do kuchni, powinien się spytać reszty, czy też im coś przyrządzić. Z kilku powodów : reszta może akurat pracuje, jest na wachcie i steruje, wszyscy nie zmieszczą się w kuchni, a poza tym wymaga tego kultura i koniec. Samolub, który sam opędzluje wspólną czekoladę, pozostawioną na czarną godzinę, może się spotkać z bardzo niemiłym spojrzeniem reszty załogantów. Jeszcze gorzej, jeśli sam spożyje posiłek, po którym nie posprząta. No ja wprost uwielbiam takich, co zostawiają w zlewie brudny nóż. Przecież to tylko nóż! Ale komu go zostawiasz w prezencie do umycia? Neptunowi czy co? Na stole kruszki kto wytrze? Na podłogę! Takich powinno się zamykać w lodówce aż zmądrzeją. Albo postawić za sterem na wachcie i parę razy zapomnieć podać mu posiłku. Na zdrowie, samolubie!

Typ 5 czyli PSYCHOLOG

Psycholog wie wszystko najlepiej. Najgorzej, gdy do tego jest kiepskim żeglarzem. Analiza zewnętrzna zachowań załogi i obserwowanie jej jako stado intelektualnych przygłupów jest ulubionym zajęciem Psychologa. Z lubością wtrąca się on w nie swoje sprawy, zaczynając najczęściej od ingerencji w cudze problemy interpersonalne. Przy każdej możliwej sytuacji próbuje wmanipulować ludzi w swoje psychiczne eksperymenty. Czyta dużo książek, które mają mu przynieść rozwiązanie zagadek dotyczących współdziałania w grupie. Najchętniej nauczyłby Cię jak masz żyć. Dopytuje się o Twoje osobiste sprawy, jest natrętny i oblepiony miodem. Wyraża się w sposób dystyngowany i spokojny, nigdy nie podnosi głosu, jednak jeśli zajdzie potrzeba, „odegra” przed resztą załogi furiata i idiotę, aby „udowodnić” reszcie, że to oni są furiatami i idiotami. Jego pokrętnej logiki nie rozumie nikt. Najczęściej wydaje mu się, że ma wielki problem, tylko nie jest w stajnie pojąć, że jego chore podejście jest problemem samym w sobie. W najgorszym przypadku, jeśli zrozumie, że jest z nim jakiś problem, żąda, aby kapitan i załoga załatwili ten problem za niego. Nie wie natomiast, że najlepszym rozwiązaniem problemu byłoby wywalenie go za burtę.

Typ 6 czyli BABSZTYL

Babsztyl może przyjmować różne stadia. Najgorszym stadium jest babsztyl kapitana, czyli, nie bójmy się tego powiedzieć, osobnik płci żeńskiej który pragnie przejąć panowanie nad kapitanem, statkiem i całym światem. Babsztyl kapitana nie bierze w ogóle pod uwagę, że jego zachowanie i stosunek do kapitana, może podważać jego autorytet. Zarządza nim, rozstawia po kątach i opiernicza za wszystko, czasami wywlekając jakieś intymne zawiłości na forum publiczne i najlepiej przy posiłku. Babsztyl zwykły, jest to osobnik płci żeńskiej, posiadający wszystkie, najgorsze, przypisywane płci pięknej, wady. A więc : krzykliwe, kłótliwe, bezczelne babsko, wścibskie do granic możliwości, mielące ozorem na lewo i prawo, któremu w dodatku się wydaje, że jak zakręci sobie stringi na palec pod spódniczką to wszyscy faceci będą jej usługiwać. A na rejsie płeć nie ma znaczenia i obowiązuje równouprawnienie, kobiety chcą uczestniczyć w wymianie oleju, a faceci chętnie pomagają w kuchni. Oczywiście panuje także koleżeństwo, obopólna pomoc i szacunek, co nie ma jednak nic wspólnego z usługiwaniem księżniczkom. Jeśli sikanie do wiadra lub zmywanie naczyń w wodzie morskiej jest dla Ciebie uwłaczające, to znaczy że się nie nadajesz do tej zabawy. Babsztyl trzyma do końca rejsu swoje najlepsze karty, aby w ostatnim momencie opluć wszystkich jadem, zagrać im na nosie i okazać się mistrzynią hipokryzji i perfidii. Jeszcze schodząc z jachtu będzie wrzeszczeć coś o tym, że Kapitan jest bezczelnym gamoniem a reszta załogi to darmozjady, tępaki i dupowłazy, a ona jest jedyna czysta i idealna.

Typ 7 czyli PODRYWACZ

Tego gagatka zna każda sterniczka i instruktorka. Każda pewnie miała kiedyś swojego pana Podrywacza. Najczęściej przypadłość ta objawia się u panów starszych, z wąsem i brzuchem, jednak zdarzają się również i młodsi amatorzy narzucania się kobietom. Wydaje im się, że ich szarmancki dowcip (ale masz łódkę mała) i pomoc (dziewczyny, możecie się wysikać na moim jachcie) wystarczą, aby, co tu ukrywać, zawładnąć naszym sercem i duszą. Nie rozumie odmowy, nie przyjmuje wykrętów. Wbije sobie do głowy, że skoro już ma Cię na jednym jachcie, to już nie uciekniesz, jesteś jego i kropka. Zajmuje Cię poprzez zasiedzenie.

Typ 8 SZOWINISTA

Nie jest fajnie spotkać szowinistę w porcie. Taki gagatek będzie uparcie twierdził, że baby na pokładzie przynoszą pecha (ha ha ha), że się nie nadają do żeglowania, bo nie mogą sikać z pokładu tylko muszą szukać wiadra lub kibelka, jakby posiadanie penisa było godne nagrody nobla. Ponadto, kiedy kobieta spróbuje tylko siąść do steru, będzie się Szowinista narzucał ze swoimi często bzdurnymi radami, wyśmiewał każdą pomyłkę, głośno wyrażając swoją opinię, że on by to zrobił lepiej. Oczywiście zwracać się taki Pan będzie tylko do męskiej części załogi. Jeśli ktoś zasugeruje mu, że dziś jego kolej zmywania naczyń, będzie urażony i nieprzyjemny. Jeśli Szowinista stoi w porcie, do którego wpływa kobieta za sterem, będzie stał na swoim jachcie z bosakiem i pięcioma odbijaczami, z daleka wrzeszcząc, żeby kobitę zdenerwować i poinformować ją o swoim braku zaufania. Jeśli trafisz na takiego w swojej załodze i jeszcze będziesz musiała go czegoś nauczyć, szykuj się na ciężką walkę zbrojną, bo szowinista najpierw strzeli 10 niekontrolowanych zwrotów przez rufę, zanim uzna, że może warto posłuchać, czego chcesz go nauczyć.

Typ 9 KAMIKAZE

Kamikaze chętnie wypłynąłby w każdą pogodę. Myśl o przeżyciu sztormu napawa go takim podnieceniem, że przepala mu wszystkie przewody w czerepie. Ślini się jak buldog i toczy pianę z pyska na wieść, że warunki pogodowe nie podwalają na opuszczenie portu. Podjudza załogę „co my nie damy rady?”, podpuszcza kapitana „a co, za ciężko dla Ciebie?!”, czasem powołuje się na ofertę „mieliśmy zrobić rejs do X a dopłynęliśmy tylko tu” strasząc, że zadzwoni do biura i zareklamuje rejs. Na rzeczowe wyjaśnienie kapitana, że pływanie w danych warunkach jest niebezpieczne, grozi utratą życia lub zniszczeniem jachtu, reaguje prychaniem i kichaniem. Jeszcze dobrze nie nauczył się jak nie spaść z kibla w czasie lekkiej fali, a już chciałby zobaczyć jak to jest żeglować przy 7 w skali Beauforta. Jak to jest? Część rzyga, część śpi, inni trzymają wachtę, jest zimno, jacht tańczy i generalnie każdy marzy o polepszeniu się pogody lub schowaniu się do jakiejś cichej zatoczki lub portu. Ale Kamikaze jest kozakiem. On by nawet na desce surfingowej chciał wypływać. Jeśli do tego trafi Ci się np. instruktor lub kapitan Kamikaze, współczuję. Spędzisz rejs na wiecznie przeżaglowanym jachcie (bo refowanie dla pedałów jest), łapiąc niekontrolowane przechyły (bo laski to lubią), nabijając sobie masę guzów i żyjąc w ciągłym przekonaniu, ze koleś chyba jednak nie do końca wie co robi, bo wrzeszczy jak opętany i zachowuje się jak wypuszczony z klatki orangutan.

Typ 10 MĄDRALA

Mądrala pływa od dziecka, jest najczęściej samoukiem i popełnia tyle błędów w sztuce, że to po prostu przechodzi wszelkie pojęcie. Często łączy w sobie cechy Kamikaze, bo zęby zjadł na żaglach i już nie boi się ich sobie wybić. Ale to nie jest najgorsze, że on popełnia błędy, każdy je popełnia. Ale Mądrala nie przyjmuje żadnej krytyki ani rady. Wszystko, co prowadzi do zwiększenia bezpieczeństwa żeglugi, jest jego zdaniem głupie i pracochłonne. Powołuje się na jakiś wyimaginowanych ludzi i z dupy wzięte przykłady. Stoi na kei i godzinami się wymądrza, że ta zbliżająca się chmura to nie jest żaden cumulonimbus, po czym wypływa i zalicza wywrotę. Wpływa do portu w sposób niezalecany przez szefostwo, zalicza parę gongów, opiernicza osobę stojącą z odbijaczem manewrowym, jakby to była jej wina, że przywalił w pięć jachtów. Potem dumny schodzi na keje i nie rozumie, czemu wszyscy się na niego dziwnie patrzą. A jeśli jego przełożony (np. KWŻ) zwróci mu uwagę, że skoro do niego dzwoni i informuje, że ma zrobić podejście w taki a nie inny sposób, to powinien tak zrobić, zacietrzewia się jak indor na zagrodzie. Wygłasza długi wywód o tym, że to on dowodzi jednostką i za żadne skarby nie chce przyznać, że zrobił coś źle. Mądrala za to bardzo lubi uczestniczyć w loży szyderców i głośno komentować innych żeglarzy.

Typ 11 ŚMIERDZIEL

Ludzi nie lubiących się z wodą powinno się wyrzucać za burtę. Optuję za tym, aby w ankiecie przed rejsem znajdowało się pytanie : jak często się kąpiesz? Delikwentów, którzy zaznaczyliby rzadziej niż raz na 3 dni, wywalałabym bez ceregieli. Kto się nie myje, ten śmierdzi. Kto nie zmienia koszulek, majtek, skarpetek, a potem przesiaduje z 10 innymi ludźmi na 3 metrach kwadratowych, nie może się liczyć z sympatią. Na szczęście na morzu wody jest dużo i śmierdzieli zwykle szybko udaje się ustawić do pionu.

MISTRZ BURACTWA – TERRORYSTA.

Terrorysta to osoba, która łączy w swojej zawiłej osobowości kilka wymienionych powyżej typów. Nie ma nic gorszego niż Podrywacz Mądrala, albo Klient Indywidualista Psycholog. Jeśli na domiar złego spotka się kilka takich typów na jednym jachcie, można liczyć nie tylko na bunt w załodze, ale także poważną wojnę osobistości. Szkoda, że nie istnieje już taka instytucja jak sąd morski… gdyby tak można było jeszcze przepędzać takich buraków po desce do morza…

fear-981384