hands-437968

Na fali ostatnich wydarzeń, pierwszego półrocza mojego małżeństwa, wszelakich zaręczyn naszych przyjaciół i znajomych, a także artykułu, który wczoraj mi przemknął postanowiłam napisać, dlaczego moim zdaniem warto ślub brać. Artykuł u Rozwiedzionej nie był absolutnie żadną propagandą anty ślubną, ukazywał jedynie złe pobudki, które popychają ludzi przed ołtarz. Cieszę się, że wśród tych pobudek nie znalazłam żadnej, która odpowiadałaby mojej sytuacji. Postanowiłam zmierzyć się z tym tematem od drugiej strony, bo … jestem szczęśliwą mężatką? Bo …wydaje mi się, że coś o tym wiem? Sama nie wiem dlaczego. Ale podczas pisania takich artykułów uczymy się także siebie i swoich uczuć, więc zobaczmy co takiego sądzę i cóż mądrego wymyślę w kwestii składania tej wyjątkowej obietnicy.

Moje myśli o ślubie miały swój punkt kulminacyjny dwa lata temu zimą, kiedy zaczynaliśmy z ukochanym planować dalszą przyszłość w innym mieście, myśleć o sprzedaży obecnego mieszkania. Wtedy pomyślałam i powiedziałam ukochanemu, że chciałabym zaplanować przyszłość konkretniej, że nie wyobrażam sobie, żeby obecny status został jak został i chciałabym, żeby wiedział, że dłuższe utrzymywanie takiego związku bez ślubu nie będzie dla mnie komfortowe. Spojrzał wtedy na mnie badawczo i zapytał : „A po co Ci właściwie ten ślub?” Nie miałam zbyt wiele czasu na odpowiedź i przemyślenie wszystkiego tak, aby ubrać to w ładne słowa, więc powiedziałam szczerze i prosto z mostu. Że małżeństwo jest dla mnie istotną wartością, że nawet jeśli niczego ono nie zmieni w naszym życiu, to pragnę go ze względu na wartości i tradycje, które szanuję. Że nie zależy mi na ślubie aby polatać sobie w białej sukience. Że ślub jest dla mnie dniem, w którym On odda mi siebie w prezencie, a ja oddam swoje szczęście w jego ręce. Że ta chwila będzie najpiękniejszą w moim życiu, że zawsze marzyłam, aby mieć prawdziwy, scementowany urzędowo związek, że to mi imponuje, że sądzę, że da mi to szczęście jeszcze większe, niż mam. Pokiwał głową, pochrumkał. Potem nie wracaliśmy do tej rozmowy kilka miesięcy …a latem oświadczył się ! Był to niewątpliwie jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.

Teraz, z perspektywy tych kilku miesięcy chciałabym zrewidować tamte słowa i odpowiedzieć sobie szczerze, czy tamte moje życzenia się spełniły i dlaczego uważam, że warto brać ślub.

  1. Ślub zmusza do wzięcia odpowiedzialności za szczęście drugiej osoby.

Może brzmi to dziwnie, ale to prawda, bo teraz dopiero rozumiem ciężar małżeństwa. Piszę ciężar, mając na myśli jego powagę. Jeśli uważasz, że Twój związek sam w sobie jest dobry, a małżeństwo traktujesz jako coś, co je wzmocni i scementuje, to nie musisz się obawiać. Jednak nie traktuj małżeństwa jako głównego spoiwa, bo co pozostanie z muru, w którym jest masa cementu, ale nie ma cegieł ? Teraz to ja jestem odpowiedzialna za szczęście kogoś drugiego, od mojego zachowania zależy, czy będzie szedł przez życie z uśmiechem na twarzy. Oczywiście, że generalizuję, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to ja jestem filarem, na którym On może się wesprzeć. Że ja w najgorszej sytuacji nie zostanę sama. Że będziemy dla siebie nawzajem, na dobre i na złe, bo sobie to obiecaliśmy. W „wolnym” związku nie można po prostu pewnego dnia sobie postanowić „no to bądźmy ze sobą już na zawsze” i z tą chwilą zmienić całe swoje życie. Bo brakuje tego jedynego w życiu dnia, w którym zaczyna się nowy rozdział.

  1. Ślub warto wziąć, aby świadomie oddać swoje życie drugiej osobie.

Nie zaznasz tego uczucia, jeśli nie przysięgniesz. Ja uważam, że ślub jest świętością, nierozerwalnością, gwarancją. Oczywiście, że wcale tak nie jest, w dzisiejszym świecie małżeństwa w większości stanowią jakieś koligacje na granicy legalności, zawierane z tak absurdalnych powodów, że mózg staje. Ale ja wierzę w małżeństwo, bo tak jak pisałam powyżej, jest ono dla mnie częścią życia, tradycją, czymś, z czym trzeba się zmierzyć. Bez niego na koniec życia uważałabym, że wiele straciłam, nie próbując, nie podejmując tego ryzyka.

  1. Ślub mobilizuje do przemyślenia swojego życia i przestawienia się z trybu „ja i moja przyszłość” na „my i nasza przyszłość”.

Wielu ludziom ciężko przestawić się na tryb „my”. Nie dlatego, że są egoistami, po prostu jest to bardzo trudne. Ja jestem osobą, która już na początku związku przestawia się na ten tryb, a i tak przeżyłam szok małżeński, kiedy okazało się, że to już NAPRAWDĘ teraz. Widzę nas oczami wyobraźni za 5 lat, 10 i 15. Dalej nie jadę, bo boję się, że zobaczę swoje zmarszczki. I cieszy mnie ten widok. Niech mi nikt nie próbuje wmówić, że życie chwilą jest jedynym fajnym rozwiązaniem. Guzik prawda. Fajnie jest marzyć, planować i wyobrażać sobie, jak będzie, nawet jeśli może się okazać, że życie nas rozczaruje. Ale marząc już dajemy sobie szansę na marzeń spełnienie.

  1. Ślub i obrączka na palcu sprawiły, że tęsknota nabrała nowego wymiaru.

Będąc na Kanarach zrozumiałam pewną bardzo ważną rzecz, której pewnie nie zrozumiałabym, gdyby nie obrączka na palcu i przysięga w sercu. Mianowicie tęsknota staje się czymś zupełnie innym niż wcześniej, przynajmniej tak było w moim przypadku. Często wyjeżdżam, jeździłam na rejsy i wycieczki jak poznałam Ukochanego, jeździłam do pracy na Mazury i do Chorwacji gdy byliśmy narzeczeństwem. Tęskniłam, owszem, ale nie było to dla mnie jakoś wielce dotkliwe, w końcu to tylko 10 dni, miesiąc czy półtorej. Aż tu nagle okazało się, że wszystkie te piękne miejsca bez NIEGO są tylko w połowie piękne. Że każdy kamyk, każdy widok, każde zdjęcie, jest tylko połowicznie wartościowe, bo Jego tam nie ma, nie stoi ze mną, nie ogląda, nie smakuje. Najsmutniejsza byłam w restauracji, że nie może być ze mną i częstować się tymi pysznymi rzeczami, które uwielbia równie mocno jak ja. Zakończyło się mocnym postanowieniem : WSPÓLNIE na Kanary. Bo miłość jest niczym dwie połówki pomarańczy, i nie jest tak samo fajnie samemu, jak we dwójkę. Ślub sprawił, że związaliśmy się ze sobą jeszcze bardziej i oddzielnie nie jesteśmy już tak fajni, jak wspólnie. Mam nadzieję, że on myśli tak samo, bo w tej tęsknocie i smutku odnalazłam niesamowite piękno, które mnie jeszcze bardziej ubogaca.

  1. Dzień ślubu i wesele to impreza nieporównywalna do niczego innego.

Jeśli bierzesz go z właściwych powodów, nie ma miejsca na stres i wahanie, przynajmniej w moim przypadku. Ja się po prostu świetnie bawiłam, była to impreza mojego życia, oczywiście musiałam nabroić, a młody mąż chodził za mną i mnie pilnował. Było długo i szczęśliwie, goście byli zadowoleni, my byliśmy rozpromienieni, nie żałuję ani złotówki wydanej na tę huczną uroczystość. I bardzo cieszyliśmy się, że w tym dniu naszej przysięgi towarzyszą nam przyjaciele, rodzina i znajomi, wszyscy kochani ludzie, którzy życzą nam dobrze. Ślub daje możliwość przeżycia czegoś wyjątkowego między dwoma osobami, zaś wesele jest kwintesencją przyjaźni, radości, bliskości z innymi ludźmi. I wygłupów. Tego nie da się powtórzyć w związku z żadną inną uroczystością.

Tak sądzę, że mogłabym jeszcze godzinami rozpisywać się o tym, co sądzę o małżeństwie. Nie zapominajcie jednak, że każdy związek jest inny, nie ma złotego środka na szczęście. Ja chciałam tylko podkreślić, jakie moim zdaniem są największe zalety wzięcia ślubu, aby każdy, kto zastanawia się nad taką decyzją, albo ma ochotę zastanowić się nad swoim związkiem, wziął pod uwagę zarówno dobre, jak i złe pobudki do uczynienia takiego a nie innego kroku. Szczególnie ważne jest, aby dobrze przemyśleć tak istotną decyzję i od początku wierzyć w powagę branego na siebie obowiązku. Życzcie mi, abym zawsze była tak pewna swego, aby życie nigdy nie dało mi w kość i abym nie zwątpiła w te mądre mądrości, które dziś przychodzą do mojej szczenięcej główki …

BR Photography / http://www.facebook.com/BxRPhoto

BR Photography / http://www.facebook.com/BxRPhoto