meadow-10822702

Dni mijają nieubłaganie. Starzejemy się. Z każdym dniem umykają nam przez zaciśnięte palce sprawy niezałatwione, pozostawione na później, pozornie nieistotne. Zostawiamy na jakieś niedookreślone „kiedyś” niewyjaśnione spory, dawne przyjaźnie, plany kiedyś dla nas tak istotne. W pogoni za tym, co podsuwa nam skomercjalizowana i konsumpcyjna rzeczywistość, zapominamy jakie mieliśmy marzenia i co kierowało wyborami, których dokonaliśmy. Już nie pamiętamy, po co poszliśmy na prawo, czemu zdawaliśmy egzaminy na instruktorów sportu, po co spędzaliśmy godziny w towarzystwie ludzi tego niewartych. Refleksje nad tym wszystkim także pozostawiamy na później, bo po cóż marnować cenny czas na analizowanie tego, czego już nie da się zmienić. Popełniamy wielki błąd.

Powinniśmy częściej powracać myślami do dawnych spraw. Powinniśmy analizować nasze wcześniejsze plany i marzenia, wyciągać wnioski, co z tych planów nam wyszło, a co po prostu przeleciało nam gdzieś obok, zapomniane. Powinniśmy rozumieć, że pozostawione same sobie sprawy już nie wrócą. Nie dostaniemy kolejnej szansy na przeżycie tamtego etapu w naszym życiu. To, że nie chce nam się zebrać z kanapy, aby spotkać się na kawę ze znajomym z podstawówki, zawsze pozostanie naszą winą. To, że nie poszliśmy na wymarzony koncert naszej drugiej połowy, bo akurat nam się nie chciało, zawsze pozostanie naszą winą. Winą naszej niezmiennej i żałosnej bezczynności. Wszystko, czego odmówiliśmy sobie z braku chęci i zaangażowania, przepada na zawsze. Ludzka stagnacja w dzisiejszym zapieprzającym świecie jest wprost przerażająca. I nie mówię tu tylko o tym, że naszym największym dobrem staje się „chwila spokoju”, o której marzymy przez cały wyczerpujący dzień i która polega na bezmyślnym gapieniem się w kolorowe pudło. Mówię o tym, że już dawno zapomnieliśmy czym jest spontaniczność, poświęcenie i zaangażowanie. O tym, że nie wsiadamy już do pociągu, aby zrobić niespodziance koleżance z innego miasta. Mówię o tym, że „nie opłaca” nam się pojechać na jeden dzień w góry, tylko po to, by zachłysnąć się ich majestatem, by zrobić jedno zdjęcie, by zakochać się w sobie na nowo. Wstać wczesnym świtem, aby w towarzystwie wschodzącego słońca powiedzieć sobie „kocham Cię”. Teraz wyrazem miłości są kanapki zrobione do pracy, setki godzin nadgodzin, za które kupimy nowy telewizor, ciężka praca nad wybudowaniem wspólnego gniazdka, kompromisy dotyczące tego, gdzie będzie stała lodówka. I ja nie umniejszam tym rzeczom. Ja tylko tęsknię za tym, co kiedyś robiliśmy dla innych ludzi, poświęcając przy tym siebie, swoje przyzwyczajenia, czasem nawet swoje przekonania. Rzucaliśmy swoje sprawy, aby pojechać pocieszyć płaczącą przyjaciółkę. Teraz nawet nie chce nam się zadzwonić do niej, gdy ma urodziny. Kiedyś wydawaliśmy ostatni grosz na to, by zrobić sobie bezcelową wycieczkę do stajni autobusem. Teraz jak nie ma auta, to nie ruszymy się z domu. I celowo mówię w liczbie mnogiej, bo i ja zauważam w sobie wielką znieczulicę i niechcicę naszych czasów. Pracuję na etacie dopiero drugi miesiąc, a też bywam zmęczona i jedyne czego pragnę, to nie robić kompletnie NIC. Bywam wtedy tak wredna, że sama ze sobą wytrzymać nie mogę. Bo nie chce mi się nawet wypić kieliszka wina z mężem. Co za wielkie poświęcenie – myślę sobie – kiedy on chce, a ja mam wszystko w dupie. Straszne. Nienawidzę takiej siebie. Nie chcę tak spędzać swojego wolnego czasu.

streets-12843942

Dokąd zmierzasz? To pytanie zadaję sobie nadzwyczaj często. Nadzwyczaj rzadko znajduję na nie odpowiedź. Bo po co myśleć, trzeba działać. Kolejne etapy naszego życia mijają – pierwsze miłości, narzeczeństwo, ślub. Matura, studia, pierwsza praca. Obozy żeglarskie, kursy, pierwsze rejsy jako instruktor i kapitan. Nowe lądy, nowe miejsca, nowe wyzwania. Treningi, zawody, tereny, godziny odstane na ujeżdżalni, sprzedane konie, utracone marzenia, odbudowywanie pasji, kolejne trudne decyzje. Na szczęście jako osoba beznadziejnie romantyczna, od kiedy pamiętam poświęcałam czas na refleksje. Wyobrażałam sobie swoje życie. Zakładałam, kiedy co chcę zrealizować. Zasadniczo prawie zawsze wiedziałam, czego chciałam. Ostatnio zaczęłam także zastanawiać się, czego chcę dla siebie na przyszłość. Zrealizowałam wiele ze swoich życiowych planów. Do kilku decyzji zmusiło mnie życie, ale nigdy się nie poddawałam. Niektóre kwestie uległy zmianom. Jedne priorytety straciły na ważności, inne wyszły na pierwszy plan. Pojawiły się nowe ambicje. Niektóre marzenia bez żalu pozostawiam jako wiecznie niespełnione. Zrozumiałam bowiem, że nigdy nie były na prawdę cenne. Nigdy nie były prawdziwe. Gdyby były, już bym je zrealizowała.

Trzeba wiedzieć, dokąd zmierzamy. Czy wiesz, co będziesz robić ze swoim życiem za 2 lata? A za 10 lat? Odpowiesz : no tak, będę miał lepszą pracę/dostanę awans/ wybuduję dom/wyjadę wreszcie na wakacje/wyjdę za mąż. No i bardzo pięknie, też miałam takie plany. Ale co, to wszystko? Naprawdę jedyną ambicją dzisiejszej społeczności jest stałe powiększanie majątku i zabezpieczanie egzystencji? I co, skoro mam już kochającego męża, dom i pracę, to w wieku 25 lat mam już tylko ciułać ten grosz do grosza i kokosić się we własnym gnieździe? Zaplanować dzieci i zamknąć się w stereotypie dobrej kurki domowej? Czy na prawdę muszę płynąć z prądem i działać tak stereotypowo?

Nie.

sunset-1014794

To nie dla mnie. Ja zaplanuję swoje kolejne lata. Powrócę do marzeń z dzieciństwa, zrealizuję plany, które wcześniej nie były możliwe. Będę systematycznie odhaczać marzenia z mojej listy. Będę „trwoniła” pieniądze na szkolenia, będę jeździć po świecie, będę udoskonalać swój charakter. Tak, będę miała hodowlę psów i tak, połączę to z podróżami. Będę miała dzieci i nie, nie zagnieżdżę się z tego powodu we własnych pieleszach. Mam najlepszy przykład przed sobą – moich rodziców – dla których nigdy posiadanie trójki dzieci nie było powodem do rezygnowania z własnych planów. Będę biegać. Będę pisać. Może kiedyś napiszę książkę, bo z tego planu nigdy nie zrezygnowałam. Będę w tym wszystkim profesjonalna i roztrzepana zarazem, czyli tak, jak lubię najbardziej. Będę się mobilizować, będę popełniać błędy. Wiem, co czeka mnie za rok, a czego chciałabym za pięć lat. Widzę siebie, mającą lat 35. Nie pozostawiam losowi tego, co ze mną będzie. Nie reaguję na to, co przynosi mi los. Planuję. Wierzę w mój plan. Wiem, że z planami bywa różnie, nie wiadomo jakie trudy postawi przed nami los. Ale są rzeczy, które zrobię. Po prostu. 

Dokąd zmierzasz? Zadaj sobie to pytanie. Analizuj jakim chciałbyś być człowiekiem. Decyduj, jakie ma być twoje życie. Nigdy się nie poddawaj, zawsze walcz do końca. Szanuj ludzi, którzy są przy Tobie. Wspieraj tych, którzy potrzebują wsparcia. Czerp od tych, którzy są lepsi od Ciebie. Pracuj nad sobą. Planuj. Wierz we własne możliwości. Znajdź kogoś, kto będzie Twoją ostoją. Kochaj ją i doceniaj, poświęcaj się dla niej i dbaj o waszą relację. Nie oglądaj się na innych. Nie pragnij tego, czego wszyscy pragną. Nie bądź bierny. Musisz wiedzieć, co jest dla Ciebie ważne. Wspominaj przeszłość, wyciągaj wnioski. Wykorzystaj każdą chwilę. Nie zatrzymuj się nigdy po to, by odpocząć. Zatrzymaj się, by doceniać. Zatrzymaj się, by reflektować. Ale nigdy po to, by odpuścić.

Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś. Zawsze pamiętaj o tym, kim chcesz być. 

train-tracks-10816722