Pieprzyć strefę komfortu.

Niniejszym stawiam tezę, że nikt, kto nie przekracza strefy komfortu nie osiągnie w życiu sukcesu. Jakiegokolwiek. Nie ważne, czy twoim planem jest znaleźć fajnego męża, czy dostać awans, czy zrobić uprawnienia na loty paralotnią. Nie można iść do przodu nie wychodząc poza swoją strefę komfortu. Nie można, bo komfort to stałość, spokój i bezpieczeństwo – a w drodze po sukces musimy zapoznać się ze zmiennością, niepokojem i ryzykiem. Nawet jeśli naszym marzeniem jest taka prosta rzecz jak wyjść na trening biegowy ! Bo może padać, być zbyt ciepło, możemy się wstydzić, spocić, zgubić w lesie, pierdylion rzeczy może się nie udać w tak prostej sprawie jak wyjście z domu i poprzebieranie nogami.

travel-1756149

Całe życie pracujemy na to, żeby mieć możliwość być w swojej strefie komfortu. Chcemy mieć gdzie mieszkać, co włożyć do garnka, chcemy mieć kota. Znajdować w życiu swoje małe przyjemności i cieszyć się nimi. Świętować swoje sukcesy, nie narażać na stres, czuć się szczęśliwymi. Jasne, że tak. Ale równowaga w przyrodzie jest tak zaprojektowana, że zawsze są górki i zjazdy po równi pochyłej. Aby wypracować sobie elastyczną strefę komfortu, musimy niestety cały czas ją poszerzać. 

engagement-1718244

Czyli co, całe nasze życie to ma być jedno wielkie tango szarpane? Z miejsca na miejsce, ze stresu w deprechę, z jednego zerwania w nową przypadkową znajomość? Nie nie nie. Oczywiście, żeby być szczęśliwymi ludźmi potrzebujemy znaleźć i wypracować swoją strefę komfortu. I jednocześnie potrzebujemy stale ją przekraczać! 

Dzięki naciąganiu strefy komfortu robimy progres w naszym życiu. Uczymy się. Osiągamy nowe rezultaty, spełniamy marzenia. Wspominałam już o tym ostatnio, że spełnianie marzeń tylko wygląda z zewnątrz tak różowo, jednak wymaga ciężkiej pracy i poświęceń – a to jest właśnie to przekraczanie strefy komfortu. Jest ono nam potrzebne do ciągłego rozwoju. Nawet ludzie, którzy nie są ambitni z charakteru i jest im „dobrze tam, gdzie są” z czasem zaczynają odczuwać brak czegoś. Jakąś nostalgię, smutek, czasem rozpacz – mimo tego,  że nic się nie zmieniło. No i właśnie dlatego są nieszczęśliwi – bo niczego nie zmieniają. Stanęli w miejscu. 

meditation-277889

Chyba jesteśmy tak skonstruowani, żeby zawsze mieć potrzebę do tego niewyjaśnionego czegoś więcej. Jedni będą całe życie chcieli więcej pieniędzy, inni więcej władzy, niektórzy będą łaknąć wiedzy, inni będą bić rekordy sportowe. Wielu ludzi sprawdzi się jako rodzice, niektórzy poświęcą życie pracy zawodowej, jeszcze inni będą łączyć różne dziedziny życia i postarają się być lepszymi ludźmi. Ja nie mówię, że to jest bezwarunkowa droga sukcesu – ale wyznaczanie sobie nowych celów i dążenie do nich sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi. Nawet gdy nam się nie uda w perspektywie czasu dostrzegamy – lub nie – że dane sytuacje nauczyły nas czegoś, że to było warte wysiłku.

„To były fajne czasy”. Ile razy to słyszałeś? Ile razy sama tak powiedziałaś? Zauważyłaś, że te wspaniałe wspomnienia bardzo często dotyczą sytuacji, kiedy opuściliśmy naszą strefę komfortu? Spróbowaliśmy czegoś nowego? Poznaliśmy nowego partnera i postawiliśmy wszystko na jedną kartę? Spróbowaliśmy swoich sił w olimpiadzie wiedzy, uciekaliśmy przez pola przed rolnikiem któremu zjedliśmy pół pola truskawek? Fajnie było, prawda? 

girl-1545885

Podobnie jest z sytuacjami, z których się teraz śmiejemy, ale kiedy się zdarzały, bynajmniej nie było nam do śmiechu. Awaria jachtu dryfującego na skały z 9 dzieciaczkami w załodze i myśl o ewakuacji do wody. Przejażdżka konna podczas której pewna kobyła poniosła mnie i była przerażona do tego stopnia, że zapierniczała galopem nie do opanowania, musiałam hamować na drzewie. Bitwa mojego psa z wkurzonym łabędziem (tutaj nie jestem pewna czy Keja była czy nie była w swojej strefie komfortu, ja na pewno nie). Udział w biegach na 5 km, podczas których zawsze obiecuję sobie, że już NIGDY nigdy tego nie powtórzę. Konkurs gry na fortepianie. Nieudana próba jazdy na snowbordzie. Również nieudana próba pisania książek w wieku młodzieńczym. Takich zdarzeń było mnóstwo – wspominam je z rozrzewnieniem, czasem z trwogą, ale wszystkie mogę zaliczyć do takich, które zapamiętam do końca życia, które mnie czegoś nauczyły, z których wyciągnęłam wnioski, poznałam przyjaciół na dobre i na złe.

A o to właśnie w życiu chodzi – by kolekcjonować takie chwile. 

message-in-a-bottle-1694868

PS. Dziś także naruszam swoją strefę komfortu poprzez przekleństwo w tytule. Normalnie tego nie robię, ale takie chciałam wywrzeć wrażenie. Poza tym ten tekst jest taki chwytliwy!