15174513_1501774536522918_1807068208_nChciałabym Wam opowiedzieć historię dwóch rasowych suczek. Jest to historia wymyślona przeze mnie, podyktowana potrzebą wytłumaczenia i unaocznienia osobom, które chcą kupić pieska, dlaczego psy rodowodowe potrafią kosztować do 3-5 razy więcej niż takie bez rodowodów, wyglądające niemal tak samo jak rasowe – ba ! Czasem nawet po rodowodowych rodzicach. Piszę o tym dlatego, abyśmy jako społeczeństwo przestali wspierać swoimi pieniędzmi hodowle, które tak naprawdę hodowlami nie są – często są to po prostu amatorski sposób na zarobienie paru groszy, wynik „przypadku” lub niewiedzy właścicieli suczki, a w najgorszych przypadkach ciężkie patologie z klatkami, zawszonymi psami i miotami co pół roku. Ale nie zawsze tak jest – możemy trafić na na prawdę miłą rodzinę, miłe warunki, taniego pieska, który wydaje się być zdrowy i baaaardzo słodki. Ale nie wiemy jak wyglądała historia jego mamy. Dlatego chciałabym Wam ją opowiedzieć…

Wyobraźmy sobie dwie suczki. Załóżmy, że OBIE POSIADAJĄ RODOWODY. Jedna i druga zostają zakupione z hodowli psów zarejestrowanej w ZKwP. Jedna z nich była droższa, ponieważ przyszły właściciel chciał z nią jeździć na wystawy i oprzeć na niej swoją hodowlę – mieć po niej szczeniaki. Ona nie była droższa dlatego, że będzie rodzić. Była droższa, ponieważ jest ładniejsza anatomiczne, bliższa wzorca, lepsza charakterem pod względem wystaw, ładniej umaszczona, dobrej wysokości, z piękniejszą szatą. Powodów może być wiele. Druga suczka była może trochę nieśmiała, może miała za dużo plamek, może była za drobna albo nieco zbyt duża aby odnosić sukcesy na wystawach – dlatego została sprzedana rodzinie, która deklarowała, że zależy im na przyjacielu domowym, a nie psie wystawowym. I dlatego była tańsza niż jej siostra. Powiedzmy, tańsza o 20-30 %. Nie chcę tutaj przywoływać konkretnych kwot, ponieważ to zależy od rasy.

Suczka pierwsza, nazwijmy ją roboczo Star ( w końcu jest gwiazdą SHOW) od najmłodszego jeździła na wystawy. Musiała być dodatkowo zaszczepiona na różne choroby, m.i. kaszel kennelowy, ponieważ w młodym wieku przebywała w różnych środowiskach – na wystawach spotykała setki różnych psów. Aby pięknie i bez lęku się prezentować była socjalizowana, wyprowadzana na spacery, uczona chodzenia na ringówce i stania w postawie wystawowej, za co dostawała przepyszne smakołyki. Właściciele jeździli na seminaria handlingowe i ćwiczyli sposób prezentowania psa. Pani właścicielka nawet kupiła sobie ładny kostium, kontrastowy do psiej sierści, aby ładnie wyglądać i podkreślać urodę Star. Star uczestniczyła też w zajęciach z psiego przedszkola i uczyła się zaufać swoim właścicielom w sytuacjach stresowych. Kilka razy była też towarzysko na zawodach agility. Codziennie chodziła na długie spacery i bawiła się z właścicielami, którzy każdego dnia poświęcali jej swój czas. Właścicielka ciągle znosiła do domu nowe zabawki, które wypełniała smacznymi kąskami, za które Star była w stanie zrobić wszystkie sztuczki świata.  Suczka jeździła samochodem po całej Polsce, kilka razy poleciała nawet samolotem na zagraniczne wystawy, ponieważ hodowca chciał ją zaprezentować jako swój hodowlany dorobek. Choć nie zawsze udawało się wygrać, to właściciele konsekwentnie zbierali medale i puchary, aby zdobyć Chempionaty dla swojej pociechy. Star musiała też raz na jakiś czas udać się do psiego fryzjera-groomera, ponieważ jej szata wymaga trymowania. Nie bardzo za tym przepadała, ale Właścicielka wybrała przyjazny salon i zawsze towarzyszyła swojemu psu i uspokajała go podczas zabiegu fryzjerskiego głaskaniem i przytulaniem.  Oczywiście wszystkie te kwestie wiązały się z kosztami – klateczki, transportery, najlepsza karma, suplementy diety, smakołyki, zgłoszenia na wystawy, wyjazdy, nie wspominając o rutynowych wizytach u weterynarza, szczepieniach, odrobaczeniach i testach krwi, które właściciele robili, aby mieć pewność, że ich ukochany piesek jest w pełni zdrowy. Przyszła pierwsza cieczka, przyszła druga cieczka. Właściciele zaczęli planować pierwsze krycie – oglądali na wystawach reproduktory, przeglądali rodowody, grzebali w genetyce, poszukiwali utytułowanych hodowców, zaczytywali się w książkach. Na wystawach oczywiście zdobyli uprawnienia hodowlane. Wszystkie dokumenty dotyczące Chempionatów oraz „hodowlanki” wysłali do swojego oddziału Związku Kynologicznego, aby za dodatkową opłatą uzyskać potwierdzenia uprawnień i tytułów suczki. Tam też wcześniej zarejestrowali się jako członkowie, zapłacili składkę, zgłosili swoją suczkę, wymienili metryczkę na rodowód. Teraz zdecydowali się na zarejestrowanie suczki hodowlanej i wybór nazwy swojej hodowli. Myśleli nad nią przez 2 tygodnie, ponieważ musiała spełniać kilka warunków. Nazwę weryfikowało FCI w Brukseli. Po 3 miesiącach oczekiwania przyszła informacja zwrotna o zarejestrowanie przydomka hodowli. Same papiery kosztowały około 500 zł. Ale co to za śmieszna kwota, w porównaniu z tysiącami złotych wydanymi na zgłoszenia na wystawy, transporty, groomera, badania. Nie wspominając o żywieniu, którego nawet nigdy nie podliczali – bo skoro pies jest członkiem rodziny to nie wypada mu żałować najlepszego pożywienia i suplementów.

Wróćmy na chwilę do suczki drugiej, nazwijmy ją roboczo Sun. Sun jako szczeniak przeszła wszystkie szczepienia i odrobaczania. Była wypuszczana do ogrodu, chodziła na spacery ze swoją rodziną, spała na kanapie ze swoim panem i była bardzo szczęśliwym psem. Była zdrowa i silna, dobrze wyszkolona i kulturalna. Właściciele włożyli sporo pracy w jej ułożenie. Nie sprawiała żadnych problemów wychowawczych i była przytulanką całej rodziny. Dzieci uwielbiały bawić się z nią piłką w ogrodzie, spacerować wieczorami na smyczy i uczyć ją nowych sztuczek. Kilka razy nawet właściciele całą rodziną udali się na wystawę psów, aby podpatrzeć jak to wygląda. Raz czy dwa nawet sami wzięli udział w wystawie, ale wyszło to dość opornie, bo Sun się stresowała, oni się stresowali i nie umieli sprawić, żeby prezentowała się tak pięknie jak inne. Hodowca proponował pomoc, wspominał że ich piesek nie jest idealny pod względem wzorca, ale oni nie bardzo mogli to zrozumieć.  Nie otrzymali medalu, czuli się rozczarowani – w końcu RODOWODOWY PIES, za TYLE PIENIĘDZY …

Pewnego dnia Sun dostała pierwszą cieczkę, podczas której właściciele nie mogli sobie poradzić z jej „popędem”. Była nieco niesforna i skłonna do ucieczek, ale „na szczęście udało się ją upilnować”. Gdy cieczka się skończyła właściciele zaczęli coś tam czytać o sterylizacji, ale wyszło im, że to duży koszt, że ryzykowne, że na pewno przytyje i trzeba będzie jej kupować karmę Light, że po operacji trzeba będzie się nią więcej opiekować, ubierać w jakieś osłonki i w ogóle całkiem bez sensu. Ale potem właściciele pomyśleli, że może zamiast ją sterylizować, powinni ją „dopuścić”, bo w internetach piszą, że to niezwykle korzystne dla suczego mózgu, że będzie wtedy „szczęśliwsza” i że nie będzie już miała takich mocnych „pociągów”. No i oczywiście, że KAŻDA suka w swoim życiu MUSI MIEĆ PRZYNAJMNIEJ RAZ SZCZENIAKI. NIE WIERZCIE W TO! To jest bzdura, wystarczy poczytać trochę fachowej literatury. Ale właściciele Sun nie czytali fachowej literatury. W sumie zapomnieli o sprawie. Ich córka jeździła konno/na wrotkach/na deskorolce i w stajni/parku spotykała regularnie pewną panią z Jackiem Russellem. A właściwie pieskiem, który WYGLĄDAŁ jak Jack Russell. Pieski się zaprzyjaźniły, a właściciele wybierali się razem na spacery. Właściciele postanowili odezwać się do swojego hodowcy i oznajmić, że oni jednak chcieliby mieć szczeniaki – bo to warto, bo dzieci by bardzo chciały, a suczka była taka chętna ! Hodowca odradził, wytłumaczył, że to rozmnażania psów potrzeba uprawnień, trzeba wystawy zrobić, hodowlankę chociaż, że psinka nie będzie dobrym materiałem do rozrodu, bo to czy tamto. Właściciele poczuli się rozczarowani po raz drugi. Więc ucięli kontakt z hodowcą i nie odbierali od niego więcej wiadomości. Porozmawiali z Panią od zaprzyjaźnionego psa, która powiedziała, że jej wszystko jedno czy jej piesek pokryje czy nie pokryje – czyli generalnie wyraziła zgodę. W którymś momencie Sun dostała cieczki, miała wtedy około 16 miesięcy, była „napalona”, ciągnęła do swojego „wybrańca” jak szalona. Przez tydzień czy dwa spotykali się właściciele piesków co kilka dni. Potem była cisza spokój, suczka szczęśliwa, jakby brzucha dostała. Gdy była już gruba i minęło już sporo czasu, poszli do weterynarza aby się dowiedzieć kiedy poród i co robić. Oczywiście nie byli w stanie ocenić, kiedy doszło do zapłodnienia, kiedy były dni płodne, ani nic. Policzyli z weterynarzem „na oko” kiedy będzie poród. W domku umościli jej legowisko, dawali dużo jeść i zapewniali spokój. Suczka urodziła 5 szczeniaków, z czego 3 nie przeżyły (właściciele nie wiedzieli, dlaczego…) pozostałe dwa były słodziutkie ! Cudowne ! Smutek szybko minął, gdy obserwowali dwie małe kuleczki. Gdy trochę dorosły, pojechały do weterynarza, zostały odrobaczone i zaszczepione i w wieku 8-10 tygodni „gotowe do odbioru” ! Poszło ogłoszenie na OLX z propozycją sprzedaży tych piesków za 1200 zł każdy, bo jak bez rodowodu to nie wypada wołać 3-4 tysiące jak za rodowodowe, cenę trzeba tak jakoś… dostosować. Ale oczywiście opisali je jako rasowe, w końcu po rodowodowej matce czyż nie? A tatuś wypisz wymaluj jak Jack Russell (prawie robi wielką różnicę…)

Jakaś wredna baba cały czas zamieszczała ich ogłoszenie na facebooku i darła japę, że PSEUDOHODOWLA, że NIELEGALNE, że SKANDAL i BEZPRAWIE. Cośtam marudziła, że w Polsce nie można sprzedawać psów bez rodowodu, że to niezgodne z prawem, że takie pieski to nie żadne Jacki tylko kundelki. Wredny babsztyl.   Ale znaleźli się kupcy – jakaś studentka, co u niej kiepsko z kasą, targowała się do upadłego i koniecznie chciała suczkę, bo „może kiedyś” będzie chciała mieć szczeniaki.  I rodzina z dzieckiem, wzięli pieska, zapłacili i poszli. Potem chcieli zwrócić, bo dziecko miało alergię, ale właściciele Sun nie chcieli już sobie robić kłopotu, powiedzieli, żeby tamci sami znaleźli dom dla psiaka. Jak dalej? Nie wiadomo.  Koniec pieśni. Szkoda gadać.

A co się działo ze Star? Otóż Star miała przerwę w wystawach i delektowała się psim życiem – ryła w ogródku, spała z właścicielem i zajadała smakołyki. Jakiś czas przed prawdopodobnym terminem cieczki właścicielka zabrała ją na badania krwi, pod kątem różnych chorób. Jest to niezwykle ważne, ponieważ wykrycie takich chorób jest przesłanką do wyleczenia suki i odłożenia krycia.  Zapobiega to  poronieniom i umieraniu szczeniaków po porodzie.  Potem były badania genetyczne na choroby występujące w rasie. Prosta sprawa, choć kosztowna. Ale psinka jest najważniejsza. Przyszły tata – reproduktor także przeszedł badania i przedstawił do wglądu. Był piękny, wybrany pod kątem ewentualnych wad suczki, aby nawzajem mogły dać potomstwo jeszcze doskonalsze niż oni sami. Aby pieski były konkretnego wzrostu, z mniej więcej podobnym umaszczeniem, budową i temperamentem – para psów została wybrana skrupulatnie. Właściciele dogadali się dużo wcześniej, ustalili niebagatelną sumę oraz szczegóły. Star dostała cieczkę gdy miała 22 miesiące, była już dorosła i dojrzała fizycznie i psychicznie. Star wraz z właścicielką jeździły teraz regularnie badać krew aby znać poziom hormonów i na tej podstawie wybrać idealny moment na krycie. Gdy ten czas nadszedł, właścicielka załadowała Star do samochodu i pojechała na drugi koniec świata na krycie, gdzie została kilka dni, aby krycie powtórzyć.  Właściciel reproduktora pomagał podczas zapoznawania się psów, aby nie zrobiły sobie nawzajem krzywdy. Wypełniona została Karta Krycia wraz z całą dokumentacją. Miesiąc później właściciele Sun udali się na USG, które wykazało, że Sun jest w ciąży. Potem byli w regularnym kontakcie z weterynarzem, wyliczyli czas porodu niemalże co do dnia. Zaplanowali sobie urlop i towarzyszyli swojej suczce. Przygotowali się do porodu – czytali książki, artykuły, zobowiązali swojego weterynarza, że w przypadku problemów przy porodzie przyjedzie z pomocą lub odbierze telefon. Przygotowanie „porodówki” i miejsca dla przyszłej rodzinki były bardzo emocjonujące – trzeba było kupić podkłady, maty, zabawki, karmę dla szczeniaków, mleko zastępcze na wszelki wypadek. Trzeba było też zmienić suczce dietę na bardziej kaloryczną. Nadszedł wielki dzień i urodziło się 5 zdrowych, mocnych szczeniaków. Były cudowne, słodziutkie i kochane. Suczka świetnie sobie radziła jako mama. Po jakimś czasie przyjechała delegacja ze Związku Kynologicznego aby obejrzeć miot, bo właścicielka zgłosiła narodzenie szczeniąt, okazując Kartę Krycia. Została wykonana Karta Miotu, każdy szczeniak został obejrzany i wykochany, oceniony pod różnymi względami. Właściciele zaczęli pomału typować, które szczenięta będą się nadawały na wystawy, a które będą utalentowanymi sportowcami, czy szczęśliwymi kanapowcami. Właścicielka reproduktora była ciekawa, co nowego u młodzieży słychać, pomagała znaleźć kupców wśród znajomych hodowców. Szczeniaczki w wieku 10 tygodni były gotowe do opuszczenia domku, ale zostały nieco dłużej, bo właściciele Star chcieli, by były doskonale przygotowane do życia. Zabierali je na spacery, oswajali z różnymi bodźcami, niektóre pojechały gościnnie na wystawę, poznały inne psy, dzieci. Trzeba było nabrać pewności jak szczeniaczki się rozwiną – czy wymienią wszystkie ząbki, czy ich budowa będzie tak wspaniała, jak założyli hodowcy, czy będą pewne siebie czy raczej leniwe. Pod kątem psa trzeba bowiem wybrać dla niego właściwego właściciela ! Nie należy bowiem sprzedawać aktywnego urwisa spokojnej staruszce, nie należy sprzedawać leniucha komuś, kto chciałby codziennie zabierać psa do stajni! Trzeba przeprowadzić całą masę rozmów, poznać przyszłych właścicieli, dać im wskazówki, wyprawki… Dumni młodzi hodowcy bardzo chcieli zachować kontakt z przyszłymi rodzinami swoich szczeniąt. Zawarli z nimi umowy. Obiecali pomagać i doradzać, odbierać telefon w dzień i w nocy. Obiecali pomoc w wystawianiu, trymowaniu, pielęgnowaniu psa. Poprosili aby nowi właściciele regularnie wysyłali zdjęcia szczeniaczków. Sprzedaż szczeniąt trochę trwała, ponieważ właściciele Star nie chcieli oddawać ich ludziom, którzy targowali się o każdą złotówkę. Mieli setki telefonów o szczeniaki, ale tylko garstka zainteresowanych była w stanie zapłacić im za wielki trud i pracę, jaką włożyli w ten miot. Dla niektórych fakt, że „nigdy nie będę wystawiał psa” jest wystarczającym powodem do tego, aby oddać go za równowartość samych badań genetycznych matki ! A z czego pokryć wystawy, weterynarzy, karmę, czas poświęcony matce i szczeniakom, nieprzespane noce przy ich kojcu? Ale ludziom niestety zbyt często zależało na niskiej cenie. Dla nich dopłacić 500 złotych do psa to sprawa nie do pomyślenia. A przecież kupują przyjaciela na całe życie, który rocznie skonsumuje taką kwotę – i to jest pewne. Właściciele Star zdecydowali się być twardzi i czekać na odpowiednich, zaangażowanych ludzi, którzy potraktują psa jak najlepszego przyjaciela. 

W końcu, po 5 miesiącach od urodzenia, ostatni szczeniak trafił do nowego, szczęśliwego domku. Hodowcy chcieli zostawić sobie najlepszego szczeniaka do dalszej hodowli, ale znalazł się zapaleniec, który obiecał zabierać szczeniaka na wystawy i prezentować ich najładniejsze szczenię, dlatego zgodzili się.

W końcu w hodowli o to chodzi, aby psy znajdywały szczęśliwy dom i aby dorobek hodowlany świadczył o jakości hodowli. W końcu właśnie po to hoduje się psy, aby trafiały do dobrych domów, aby ulepszać rasę, aby spędzać całe lata przy kolejnych miotach, aby pracować z tymi wspaniałymi zwierzętami i potem podziwiać efekty tej pracy. Hodowla psów jest to pasja, do której potrzeba czegoś więcej niż pragnienie zysku. To wiedza, poświęcenie, zaangażowanie, ambicja, nieustępliwość, wiara w to, co się robi.

Jak wam się podobała historia tych dwóch suczek – Star i Sun? Ja chciałabym, aby wszystkie psy były rozmnażane w tak przemyślany sposób jak Star. I aby wszystkie suczki hodowlane były tak dobrze traktowane i otoczone troskliwą, profesjonalną opieką. I aby jak najmniej rodziło się „prawie” rasowych piesków, o których losie napiszę w przyszłym wpisie porównawczym – czyli czym właściwie RÓŻNI się pies rasowy rodowodowy, od psa w typie rasy.

15181675_1501737339859971_6163611449840867117_n

Zdjęcia zamieszczone w dzisiejszym wpisie udostępniła zaprzyjaźniona hodowla Jack Russell Terrier – Poppy Farm FCI www.poppyfarm.pl