orquidea-952831

Czasem tak jest, że dostaniemy nietrafione prezenty. Takim prezentem był storczyk, którego dostałam od mojej mamy na imieniny w czerwcu. Nie był to nietrafiony prezent dlatego, że nie lubię storczyków, ależ skąd. Bardzo mi się zawsze podobały te kwiaty, jednak wydawały mi się bardzo drogie i trudne w utrzymaniu. Z założenia taki kwiat nie miał prawa przeżyć pod moją opieką. Nie dlatego, że nie dbam o kwiaty, jak sobie przypomnę, to dbam o nie bardzo. Jak sobie przypomnę. Wtedy zalewam je niemiłosierną ilością wody. Czasem przesadzam je, gdy kwitną, namiętnie nawożąc zupełnie nie w tych miesiącach, kiedy powinnam. Jak mi się jakiś kwiat podoba, to zawsze z czymś przesadzę, tak bardzo chcę, żeby mu „było dobrze” – a to zapsikam go mgiełką, a to poprzestawiam po mieszkaniu w poszukiwaniu lepszego światła. Skąd mogłam wiedzieć, że niektóre kwiaty tego nie lubią…

Pan Storczyk imieninowy był ładnym, dość skromnym, bialutkim kwiatem. Cieszyłam się z niego, ale moja pierwsza myśl brzmiała „na pewno mi zdechnie”. Do tego stopnia wierzyłam w jego niechybną śmierć, że postawiłam go na oknie i pozwoliłam mu umrzeć w spokoju. Zwiędnie, zemrze i będzie można wyrzucić na śmietnik. Pan Storczyk jednak okazał się kompanem idealnym, ponieważ w mojej roztrzepanej niedbałości znalazł idealne dla siebie warunki i nie tylko kwitł dobre parę miesięcy, ale nawet zaraz po zrzuceniu starych kwiatów wypuścił nowe pączki i nowe łodygi. Teraz, nauczona minimalizmu i szacunku dla samoistnego dziania się w jego życiu, obserwuję go i cieszę oczy.

Ta sytuacja dała mi do myślenia. Może więcej rzeczy w życiu należałoby pozostawić swojemu biegowi, może wyłażenie ze skóry wcale nie prowadzi do sukcesu. Nie mówię tu o totalnie olewaniu świata, mówię o nastawienie na odbiór. Na wsłuchaniu się w swoje życie, na spokojnym, codziennym zauważaniu drobnych zmian. Zupełny przypadek sprawił, że storczyk, który wydawał mi się tak trudną rośliną, jest idealnym partnerem dla mnie, bo nie wymaga regularnego podlewania i zostawiony sam sobie potrafi pięknie odwdzięczyć się za spokój, jaki mu nieświadomie zapewniłam. Zrozumiałam, że spisałam na straty śliczny prezent, nie wierząc w swoje możliwości. Nie mówiąc już choćby o sprawdzeniu w internecie jakich warunków kwiat potrzebuje. Zdałam sobie sprawę, że wiele innych rzeczy porzuciłam bez większego zastanowienia. Nie dając sobie szansy na spróbowanie, nie zakładając, że mogłabym choć odrobinkę się wysilić, aby coś się udało.

W życiu codziennie spotykamy się z perspektywami, możliwościami, dołkami i górkami. Ile z takich szans marnujemy i odrzucamy, nie przykładając nawet wagi do tego, co robimy? Ile razy nie wyszliśmy z domu na spacer, bo woleliśmy bez celu gapić się w telewizor? Ile razy chcieliśmy sięgnąć po ambitną lekturę, ale usprawiedliwialiśmy się „to nie dla mnie”? Ile książek stoi na półce nie ruszone, bo „za gruba”? Ile rejsów odrzuciłam, myśląc „za drogi bilet lotniczy” choć nigdy nie sprawdziłam, ile on kosztuje? Ile razy powiedziałam „nie skoczę tej przeszkody” jeszcze zanim w ogóle wsiadłam na konia? Mój trener często śmiał się ze mnie, że ja już przed treningiem upatrzyłam sobie jakiś okser lub szereg na którym po prostu zamierzałam spaść. Wkręcałam sobie, że się go boję i tam właśnie zawsze miałam problem, bo koń czuł mój strach no i brak wiary w siebie. Gdyby nie moja paranoja, żaden czworonóg nie wpadłby na to, aby akurat na tej jednej przeszkodzie notorycznie odmawiać posłuszeństwa. Tego głupiego zwyczaju nie oduczyłam się do dziś, ale mogę wyciągnąć wnioski.

Dobrze się zastanówmy, nim powiemy nie. Sprawdźmy, nim powiemy „nie dam rady”. Kilka razy. Dajmy sobie czas. W życiu wszystko się zmienia, my się zmieniamy. Rok temu nienawidziłam biegać, teraz biegam od tygodnia i wystarczy mi dzień przerwy, żeby za tym zatęsknić. Mój mąż nigdy nie jadł oliwy z oliwek, aż spotkał mnie i pałaszujemy razem oliwę, maczając w niej świeży chleb. Muszę mu zabierać, żeby coś dla mnie zostało. Kiedyś chodziłam na boso, teraz bez kapci nie ruszę na krok. Kiedyś nie lubiłam herbaty, teraz uprawiam herbaciane rytuały w kilkunastu różnych odsłonach – od kocyka, kominka i książki, po mrożoną herbatę na pokładzie jachtu w Chorwacji. Nie wierzcie, że coś jest nie dla Was.

Jeśli chcecie coś robić, bo z jakiegoś powodu wydaje się wam to fajne, ale z założenia wykreślacie to ze swoich planów, robicie głupotę. Wierzcie w siebie. Próbujcie. Zawsze, w mniejszym lub większym stopniu, odmawiając sobie sprawienia sobie przyjemności, bo będzie Was to kosztowało wysiłek, robicie sobie krzywdę. Marzenia przemijają. Pozostaje żal za niespełnionymi planami, nieudanymi próbami. Nie, nie nieudanymi, tylko niepodjętymi. Jest takie powiedzenie : na koniec życia będziesz żałować tylko tego, czego nie spróbowałeś, a nie tego, co Ci nie wyszło. Albo coś takiego. Jest tyle rzeczy, których chciałabym jeszcze w życiu spróbować, założę się także, że i w Twoim jest coś takiego. Może to być oklepany skok na bungee albo koncert sławnego wykonawcy, a może przeżycie zachodu słońca nad jeziorem. Może chciałbyś zrealizować się zawodowo, a może być lepszą wersją samego siebie? Sądzę, że zaczynam pomału rozumieć wyświechtane hasło „wystarczy chcieć”, bo ono znaczy coś więcej niż brzmi. Gdy to słyszę, myślę „o rany, jaka lipa, w ogóle jak można jeszcze takie teksty walić”. Ale gdy o tym pomyślę, łączę fakt CHCĘ, z : sprawdzam jak to zrobić, dowiaduję się, próbuję, węszę dookoła tematu, czytam o tym, dyskutuję, dokształcam się z tej dziedziny, walczę ! I zdaję sobie sprawę, że jeśli tak podchodzimy do tematu, że chcieć to znaczy robić coś w danym kierunku, a nie mówić o tym, to może faktycznie ze wszystkie książki typu Sekret mają jakiś sens?

Właśnie uświadomiłam sobie, że kilka razy miałam tą książkę w rękach, wiem mniej więcej o czym jest, ale za każdym razem myślałam „ po co mam to czytać, przecież to bzdury jakieś są, że niby od chcenia do sukcesu już jest jeden krok i jakieś motywacyjno psychologiczne pieprzenie to jest”. Postanawiam, że przeczytam i sprawdzę, zamiast spisywać na straty nie przeczytawszy ani akapitu. A co, hipokrytką nie jestem.

W sumie jestem tylko dziewczyną, której zakwitł storczyk…
I życzę Wam, aby Wasze storczyki też zakwitły.