artist-1708777

Moi drodzy. Nic tak nie inspiruje do pisania jak problemy dnia codziennego. Mierzymy się z nimi każdego dnia, z lepszym lub gorszym skutkiem. Jesień, która na dobre zapanowała już za naszymi oknami, jest moim zdaniem najtrudniejszą porą roku. Nie tylko pod względem aktywności fizycznej. Jesień to czas wspomnień, czas kocyka i gorącej herbaty i zapadającej ciemności. Przychodzi chłód, za chłodem głód, apetyt na ciepłe, pikantne posiłki, najlepiej z dużą dokładką. Zamieniamy więc owocowe koktajle i jogurciki na grzanki z jajkiem i gęste zupy kremy. Deszcz i szarówa skutecznie zniechęcają do wypełzania poza strefę ciepła. Wizja przyszłorocznego urlopu jest tak odległa, że problem znienawidzonej nadwyżki kilogramów odkładamy na jakieś niedookreślone „później” i tylko czasem, popijając gorące kakao i wgryzając się w bosko słodki sernik, przelatują nam przez głowę lekkie wyrzuty sumienia. Jesień, tak ciężko z mobilizacją do czegokolwiek ! 

Ponieważ poczyniłam pewne założenia dotyczące mojego kontrataku względem jesiennej chandry musiałam także opracować strategię. Strategia jest prosta : wmówić sobie dobre rzeczy, oszukać ciało i umysł tak, aby mu się wydawało, że sam chce się katować bieganiem o 6 rano, porzucić całodzienne kocykowanie na rzecz godzinnego kocykowania. Nie dawać się dorwać wyrzutom sumienia, że trzeci dzień z rzędu wracam z pracy o 17 i do godziny 22 jestem w stanie co najwyżej zdrzemnąć się po obiadku. Plan jest taki – wkręcamy się na wysokie obroty. Unikamy lenistwa i marnowania czasu – a tego na prawdę nie lubię (oczywiście zdarza mi się to nagminnie).

Nie zamierzam tego wszystkiego dokonać za pomocą jakiejś tajnej technologii – jestem tylko człowiekiem, do tego dość leniwym, więc zamierzam oprzeć się na uprzyjemnianiu sobie spraw, z którymi zamierzam się zmierzyć. Poznajcie kilka moich skutecznych sposobów na walkę z jesiennym niechciejstwem :

  1. Poranek zaczynamy czymś naprawdę przyjemnym – czymś, co jest w stanie wyciągnąć nas z łóżka ! (kolejna 15 minutowa drzemka jest przyjemna, ale odpada w tym przypadku) U mnie ostatnio jest to gorąca woda z cytryną i miodkiem. Proste? Amerykańscy naukowcy udowodnili, że taka woda odchudza, wzmacnia ducha, robi cuda z odpornością i w dodatku jest smaczna. Uruchamia flaki do pracy, przyjemnie rozgrzewa zaspane ciało. Wieczorem wyciskam sok z połówki cytryny, dodaję łyżkę miodu i zalewam do połowy szklanki ziemną wodą. Rano wystarczy zalać wrzątkiem do pełna i można od razu pić, nie martwiąc się o utratę dobrych cudów z miodka, ani o poparzony język. Nawet Pan Mąż polubił.
  2. Bieganie. Ja biegam rano, więc sam fakt wypełznięcia z łóżka po budziku jest dla mnie dodatkowo trudny, bo nigdy nie pozwalam sobie na powrót do łóżka. Ciepły napój, mycie zębów, wciągam biegowe gacie i wychodzę z domu. Nie należy tego za bardzo analizować, trzeba uczynić z tego rytuał. Jeśli wieczorem przewiduję, że rano będzie ciężko z tym wstaniem na bieganie, przygotowuję np. nową playlistę, nową koszulkę która czeka na swój biegowy debiut, albo planuję nową trasę. Jest to mała motywacja, ale nie raz mnie uratowała. Jakaś odmiana zawsze dobra.
  3. Ciemność zapadająca za oknem w zatrważającym tempie może skutecznie unieszkodliwić nawet najbardziej ambitne jednostki. Ja lubię światło, dlatego jesienią zapalam wszystko co się znajdzie na mojej drodze. Nie lubię przebywać w półmroku. Dlatego dodatkowe oświetlenie bardzo mi pomaga np. skupić się na pracy. Czasem też odpalam świece zapachowe, co poprawia mi samopoczucie. Możecie się śmiać, ale wiem, które zapachy sprawią, że będę senna (korzenne, ciepłe), które mnie obudzą ( rześkie, wiosenne, skoszona trawa wspaniała !) a które sprawią, że będę głodna ( zapach jagodowego ciasta !).
  4. Ciemność podczas biegania to dla mnie problem otwarty i jeszcze nie wymyśliłam na niego dobrego sposobu. Na tą chwilę gdy wychodzą biegać jest szaroburo, gdy wracam, jest jasno. Niedługo zmiana czasu, więc liczę, że jeszcze dobry miesiąc nie będę potrzebowała czołówki… Zobaczymy jak będzie.
  5. Nowe projekty. U mnie jest to bieganie z czwórką wspaniałych nowych przyjaciół, znajomych „zza lasu”. Podjęłam się zadania, wykonuję je regularnie, umawiam się, więc nie wypada odwoływać. Świeże bodźce i cztery uśmiechnięte psiaki to na prawdę super kop do tego, aby spędzić trochę czasu na leśnym bieganiu. A ponieważ jeden dzień w tygodniu poświęcam 2 godziny na bieganie z „obcymi” psami, to muszę to wynagrodzić moim i nie wykręcać się wytłumaczeniem ” biegałam wczoraj” – bo MOJE PSY przecież nie biegały !
  6. Odpowiedni ubiór ułatwi Wam życie – człowiek zmarźnięty jest senny i poirytowany i marzy oczywiście tylko o jednym – o wpełźnięciu pod kocyk. Zimno jest niedobre, walczmy z nim przy pomocy ciepłych sweterków, mięciutkich wielkich chust i pięknych ocieplanych butów. Wszystko in style od atumn, w sympatycznych, rozgrzewających kolorach (czerwień, bordo, karmel !)
  7. JEDZENIE. Ja kocham jedzenie. Ale szczególnie jesienią należy uważać na to, ile go spożywamy. Nie tylko chodzi tutaj o dodatkowe kilogramy. Przejedzenie się gorącymi, tłustymi, wysoko energetycznymi posiłkami skutkuje : niechciejem, ociężałością, dążeniem do przybrania pozycji leżącej i zapadnięcia w sen zimowy pod kocykiem. Ponieważ, jak już wcześniej wspomniałam, są to luksusy na które możemy sobie pozwolić tylko od czasu do czasu, a niechciejstwo zamierzamy zwalczyć w zarodku, musimy starać się unikać takich atrakcji. Jak zupa krem, to może już nie drugie? Albo chociaż ziemniaczki odłożymy? Albo chociaż nie weźmiemy dokładki? Albo chociaż odpuścimy deser? Silna wola…. Ona robi z nami co chce, wiem. 
  8. Wieczorem możemy zaktywizować się poprzez udzielenie sobie jakiejś nagrody – na przykład za poranny jogging. Nagrody bywają różne – ja na przykład raz w tygodniu udaję się do sauny, aby wygrzać zmęczone mięśnie. Można zamienić to na jeden wieczór z herbatą i książką pod kocykiem, wykonaniem zabiegu nawilżającego dla dłoni (czytaj pastowanie siodła pastą z woskiem pszczelim), zaserwowaniem sobie gorącej kąpieli w wannie albo godzinną maseczką na włosy z naturalnych składników. Warto także pozwolić sobie na jakąś ulubioną telenowelę, np. podczas wykonywania manicure. Wtedy oglądanie telewizji nie wydaje się aż taką straszną stratą czasu. Można upiec ciasto, wypróbować nowy przepis na wspaniałą kolację, zaprosić przyjaciół na winko. Ważne, aby robić to, co się lubi, a jak to się mówi „nigdy nie ma na to czasu!”
  9. Systematyczność w naszych poczynaniach w znacznym stopniu zwiększa szansę na utrwalenie nawyków i przewalczenie jesiennego lenistwa. Można kupić wielki kalendarz ścienny i przyznawać sobie wielki siarczysty czarny „X” po każdym treningu czy siłowni. Albo ptaszka, jak kto woli. Taki naścienny dowód naszej wytrwałości jest niezłym motywatorem do dalszych mobilizacji. Ciało i umysł trzeba oszukiwać, szczególnie w takich ospałych jesiennych warunkach. Tak właśnie postąpiłam ostatnio, gdy …

… gdy obiecałam sobie, że powrócę do regularnego biegania. W ramach ostatecznej desperacji zapisałam się na 5 km bieg w październiku. Im bliżej było tego terminu tym gorzej wychodziło mi regularne bieganie. Z tyłu głowy już pojawiała się myśl, żeby sobie dać spokój, że przecież zawsze na bieg można nie iść i ogólnie to w dupie z tym porannym wstawaniem. Takie myślenie do niczego nas nie doprowadzi, choć oczywiście zdarza się każdemu. Postanowiłam oszukać swój umysł i roztrąbić całej rodzinie, że mają solenny obowiązek przybyć dnia wyznaczonego na miejsce biegu i dopingować. Teraz już nie mogę się wycofać. Wykiwałam samą siebie. Nie wiem, czy to jest normalne, ale na pewno skuteczne.

N pewno jest jeszcze sporo innych sposobów na walkę z jesienną chandrą. Jeśli macie dla mnie jakieś rady, to przydadzą się bardzo bardzo, bo mimo tego, że takie mądre rzeczy tutaj wymyślam, to jestem tylko leniwą dziewczyną, która tak samo jak inni miewa spadki formy. Czasem się zastanawiam czy warto. Ale najlepiej zadawać sobie to pytanie PO wykonanej pracy/zadaniu, a nigdy PRZED. Wtedy odpowiedź zawsze jest taka sama : JASNE, ŻE WARTO ! 

autumn-mood-1716257