chaos-391652

No tak, mam tu burdel. Bałagan w sensie. Znajdziesz tu wpis o burakach pokładowych (do tej pory najlepszy wpis, zaraz po Legendzie Bonawentury), o książkach, które okazały się totalnym niewypałem, o tym jak z niezwykłą skutecznością zdobywam rynek pracy i szturmuję Urzędy. Ale jeśli nie lubisz biurokracji, to możesz sobie poczytać o moich i mojego psa psich sprawkach. Nie lubisz kundli, zapraszam do biegania. Dopiero zaczynam i w sumie mam wrażenie, że ja właściwie to jednak wcale nie biegam, tylko pełznę. Dziś myślałam, że pierwszy raz nie wytrzymam i przejdę do marszu, tak mnie bolało przy piszczelach. Ale minęło, jak zwykle, po drugim kilometrze. Ale my tu nie o tym.  Jeszcze na koniach się znam. Trochę.

Ten chaos, jaki wkradł się na bloga wynika po prostu z mojego sposobu życia. Angażuję się w wiele spraw, dużo mnie interesuje, chciałabym pisać o tym, co wydaje mi się fajne, a co mnie wkurzyło. W ogóle moje życie to jest jakiś totalny chaos i pandemonium. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo dla mnie bycie roztrzepanym i chaotycznym nie jest specjalnie stresujące ( w odróżnieniu od mojego kochanego Męża, który czasem z bezsilności ma ochotę mnie oskubać do ostatniego piórka).  W większości poradników blogerskich możemy znaleźć informację o tym, aby tego nie robić. No chaosu w sensie. Nie za dużo działów na raz, najlepiej jedna, dwie dziedziny, na których się znamy i chcemy je rozwijać. Pewnie w życiu jest podobnie. A co ja poradzę na to, że akurat teraz nie żegluję? No zimno jest nie? Albo, że zimą lubię czytać dobre książki niuchając przyjemnie rozchodzący się zapach świecy (właśnie, idę sobie coś zapalić). Albo nagle przyjaciółka zostawia mi psa i trzy konie na trzy dni. Albo wymyślamy z Ukochanym wielką rowerową podróż. Mnie po prostu wewnętrznie rozsadza, aby pisać, dowcipkować, przelewać w ten ultrawszechświat internetu moją kropelkę optymizmu. Ja nie wiem zasadniczo po co ja to robię – po prostu to lubię. Mam ochotę robić 100 rzeczy na raz, tylko oczywiście nie to co trzeba, bo marzy mi się kurs fotograficzny, psie seminarium, drugi pies, hodowla, psie wystawy, koń, zawody skokowe, teren w lesie, rejs Chopinem, urlop na Filipinach, opalanie się w Chorwacji, zjechanie autem Włoch wzdłuż i wszerz i jeszcze pierdylion innych cudowności. Aaaa i ten no…spływ kajakowy. I chciałabym kiedyś pójść na koncert i do teatru, dawno nie byłam w teatrze.  A powinnam teraz się zastanawiać głównie jakie wybrać kafle do łazienki, jak do cholery odzyskać status osoby bezrobotnej, skoro już napisałam odwołania do wszystkich łącznie ze zwierzchnikiem sił zbrojnych (twierdzą, że podpisuje wszystko!) i kierownikiem do spraw niewykonalnych, zacząć pracę w kamieniołomie i wyprasować to, co na wyprasowanie już od dwóch dni pokornie czeka.

Generalnie moje genialne życie w całej swojej nieperfekcyjności jest naprawdę fajne. Jest na tej mojej drodze parę naprawdę dziwnych zakrętów, jakiś objazdów i czasem można wlecieć w mega dziurę i koło urwać. Ale ja niczego nie żałuję, naprawdę. Wkurzają mnie pewne sprawy, ale nie rozpaczam, nie narzekam, nie smucę się, że coś schrzaniłam. No stało się, umknęło mi to czy owo (jak to mówi Mąż „koncertowo to schrzaniłaś”), zgubiłam ogromną ilość pierdolniczków, zapomniałam o tryliardzie dupereli, parę razy śliznęłam się fuksem, parę razy rymnęłam na glebę. Pewnie tutaj będzie podobnie, bo generalnie każdego posta aktualizuję w pierwszych 10 minutach ok. 8 do 14 razy, bo a to zapomnę literówki, a to brakuje wyjustowania, zajawki, słów kluczowych do SEO, a to zdjęcie jest jakieś teges, a to nie działa mi potem link na FB, a to kategorie mi się poplączą i umieszczam post o psich gryzakach w kategorii o żeglowaniu. No cała ja. Ale tak patrzę na to wszystko i dalej uważam, że jestem genialna. Genialna dziewczyna i genialny burdel. Twórczy chaos. Jeśli też jesteście genialni, to spotkajmy się tu jeszcze kiedyś.