key-1030724

Każdy z nas ma w domu kilka takich małych pierdolniczków, które notorycznie przysparzają nam kłopotów. Czasem po prostu zagubią się i szukamy ich godzinami. Czasem są powodem kłótni. Spóźnień. Wrzasków. I nie możemy bez nich żyć….

  1. Karty do aparatu. Nośnik cennych wspomnień utrwalonych na zdjęciach. Taki malutki przedmiot o wartości znacznie wyższej niż cena zakupu. Czasem zagubimy kartę ze zdjęciami z wakacji. Czasem ze zdjęciami z ważnej imprezy, której dokumentacja wymaga zamieszczenia fotografii pod groźbą cofnięcia dotacji. Czasem na karcie znajdują się niezwykle istotne zdjęcia instalacji elektrycznej lub przewodów układu ogrzewania podłogowego, które już dawno zostały zalane betonem i teraz nikt nie pamięta gdzie co było. Cholerny mały pierdolnik z zawartością tak cenną, nieodzyskiwalną, Święty Graal pieprzony jeden. Oczywiście zawsze winny jest ten, który wszystko gubi. Czyli ja. Świetnie.
  2. Kluczki do samochodu. Nigdy nie chcą siedzieć w tym genialnym koszyczku, który został specjalnie umieszczony przy drzwiach celem pilnowania kluczy. Ciągle przekładane, ponieważ są konieczne do otwarcia samochodu i bramy za każdym razem, gdy wychodzę z psami. Czasem zostawiam je na przednim siedzeniu. Innym razem w kurtce. Albo porządnie zanoszę je na miejsce. Albo ktoś mnie po drodze zagada i pójdę do domu rodziców i tam zostawię w kuchni/salonie/na kominku/na pralce (bo akurat pranie trzeba zrobić). Albo Pan Porządny Mąż je weźmie i wsadzi do kurtki/bluzy/laptopa/mojej torebki której nie używam, bo przecież wszystkie są takie same. Nienawidzę gubić kluczyków od wozu.
  3. Pilot do bramy. Gubiony równie często co klucze od auta, z powodu chodzenia z psami. Zostawiany na komodzie (żeby był na wierzchu!) w porządnym koszyczku na klucze (przywalony czapką już nie tak widoczny jak powinien) w kurtce, w płaszczu, w samochodzie na siedzeniu pasażera, w samochodzie przy skrzyni biegów, w samochodzie pod moim tyłkiem na siedzeniu kierowcy, w torebce tam gdzie powinny być klucze od wozu (zaś kluczy brak).
  4. Pen-drrive. Patrz punkt 1.

storage-media-1775294

  1. Pęseta. Posiadam całą jedną. Mieszka w szufladce wraz z tuszami, szminkami, korektorami, błyszczykami, cieniami w płynie, produktami do brwi, bazami do podkładu i cieni, kredkami do oczu i ust. I prawie zawsze muszę wyjąć do cały ten majdan aby dokopać się do tej malutkiej pęsetki. Szlag.
  2. Trytki/zaciski do folii do pieczenia. Załączają je w opakowaniu sklejone ze sobą, mają 5 cm długości, mają zdolność do stawania się niewidzialnymi wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebujemy. Można je zastąpić wieloma rzeczami. Zawsze tak sobie mówię, a potem po całym domu szukam jakiegoś niepalnego materiału, który mógłby je substytuować. To jednak nie takie proste. Gdzie te cholerne spinki do kabli? Nadadzą się? Za grube. Goście w drodze, kaczka surowa. Shit.
  3. Gumki do włosów. Mam je wszędzie. W aucie na skrzyni biegów, we wszystkich możliwych torebkach, po kilka w każdej łazience domu swojego i rodziców, upchane po kieszeniach, na szczotkach do włosów, pod prysznicami. Gdy są potrzebne, nigdy ich nie ma. No nigdy.
  4. Okulary. Potrafię je zgubić leżąc w łóżku i czytając książkę. Pewnie dlatego, że je zdejmuję. Nie powinnam tego robić. Ale czasem miło od nich odpocząć. Mam kilkanaście miejsc w które odkładam je najczęściej. Sprawdzenie wszystkich, łącznie ze strychem i sauną, zajmuje jakieś 3 godziny. Najczęściej okazuje się, że były w miejscu które sprawdziłam na początku na przykład pod książką lub poduszką.
  5. Biegowe skarpetki. No i skarpetki ogółem. Zawsze się rozparowują i gubią. Już w pralce nawiązują jakieś pakty z poszewkami na kołdrę, w które się tak zaplątują, że nijak nie można ich odnaleźć. Dlatego ja wiecznie chodzę w dwóch różnych skarpetkach. Ostatnio przyłapano mnie na tym na lotnisku.
  6. Pilot. Mały wredny przyrząd do przełączania kanałów w telewizorze, czasem jest ich nawet kilka i oczywiście każdy jest niezbędny do życia. Każdy z nas pewnie wielokrotnie zagubił tego dziada. Akurat w kwestii pilotów nie jestem mistrzem, znam ludzi, którzy chodzą z nimi poza pokój w którym znajduje się telewizor, na przykład do kuchni lub sypialni. Ile razy żałowałam, że nie mogę zadzwonić do pilota i że nie odezwie się on do mnie moim ulubionym dzwonkiem.
  7. A skoro już o dzwonkach mowa… Telefon. Notorycznie gubiony. Zawieruszany znaczy. Ładowarka do niego takowoż. I kable.
  8. Małe nożyki do obierania warzyw i owoców. Lubią znikać, tak po prostu. Wredne istoty.
  9. Zatyczki do kolczyków. Nie wiem jak reszta społeczeństwa, ale u mnie to koszmar. A zaraz za zatyczkami gubią się kolczyki. To jakieś masakryczne błędne koło.
  10. Długopisy, pióra i wkłady do pióra. Zawsze chcę je włożyć w takie miejsce, żeby się nie zgubiły, ale były pod ręką. Takie postępowanie jest skazane na porażkę.
  11. Paszporty. Używamy ich zbyt rzadko a ponieważ są cenne, chcemy je włożyć w jakieś bezpieczne, nieczęsto uczęszczane miejsce. No właśnie, tylko gdzie to miejsce było?
  12. Obroże dla psów. Lądują tutaj dlatego, że od kilkunastu dni nie mogę znaleźć moich ulubionych dwóch obroży. Tak jak i wielu psich zabawek. Ale to nie złośliwość tych przedmiotów sprawia, że ciągle się gubią. To dlatego że moje Smarty uwielbiają kraść zabawki i bunkrować je w gęstych krzaczorach albo wynosić poza posesję.
  13. Zapalniczki i zapałki. Niby zawsze zostawiamy je tam, gdzie są potrzebne. U palaczy to w ogóle nagminne. Ja obecnie palę tylko świece zapachowe, a i tak ciągle poszukuję do nich zapalniczki.
  14. Rolka do czyszczenia ubrań. Ja nie korzystam (kluczowa kwestia) ale mój mąż korzysta i ponieważ JA zawsze wszystko gubię, to gdy ginie JEGO rolka to oczywiście obarcza mnie za to odpowiedzialnością. Jak mogłabym zgubić rolkę do ubrań nie używając jej ? Widocznie mogłam.
  15. Portfele. Ponoć niektórzy gubią. Ja od kiedy posiadam portfel wielkości zeszytu szkolnego przestałam mieć ten problem. I chwała Bogu, jak widzicie mam w życiu wystarczająco dużo problemów. Ile zgubiłam portfeli do tej pory? Nie wiem, z 5 na pewno.
  16. Pierścionek zaręczynowy lub obrączka. Na samą myśl o tym, że mogłabym je zgubić dostaję dreszczy, dlatego nigdy ich nie zdejmuję. Moja siostra raz to zrobiła i szukała tydzień. Znalazła w kuchni, na blacie. Po tygodniu stresu. Masakra.

car-key-791382

Jak myślicie, mam do tego talent, czy każdy z nas po trochu toczy walkę z tymi magicznymi przedmiotami, które mają jakieś ukryte zdolności do ukrywania się? Tak myślałam. Jednak mam talent.