_mg_8664-1Rok 2016 był zdecydowanie zdominowany przez psy !

A co najwspanialsze, w ogóle się tego po nim nie spodziewałam ! Zdarzyła się cała masa wspaniałych zdarzeń, które będą miały wpływ na wiele kolejnych lat. Założyłam hodowlę psów, zaczęłam jeździć na wystawy, zdobyłam masę medali i tytułów razem z moją kochaną Keją. Praca z psami sprawiała mi radość w każdym dniu 2016 roku, a wytężone zaangażowanie w kynologię i wystawy zaowocowały wspaniałą współpracą z bulterierami. Możliwe, że na horyzoncie pojawiają się nowe projekty i pomysły. Rozwijam się i bardzo mnie to cieszy. I choć nie jestem handlerem – lubię bardziej myśleć o sobie jak o petsitterze z funkcją wystaw i biegania – to zdecydowanie wciągnęłam się w psie show, kocham wystawiać psy. Jeździłam na szkolenia z handlingu do Poznania. Byłam na 25 wystawach w ponad 20 miejscowościach, od morza po niemalże drugi koniec Polski. Lubię podróżować, wygłupiać się z psami po hotelach, spacerować ulicami nowych miast i – co najmilsze – wraz z zaprzyjaźnionymi hodowcami smakować regionalne knajpki rozmawiając o psach, psach i psach…

_mg_8654

Wraz z uczeniem się trudnej choć prze przyjemnej sztuki handlingu wykradałam także przy każdej okazji trochę wiedzy o hodowaniu psów. Genetyka i grzebanie w rodowodach zajmowało mi długie wieczory. Pochłonęłam wszystkie znalezione książki kynologiczne. Analizowałam zdjęcia i obserwowałam całą masę innych polskich Jacków. Poznałam hodowców, zrozumiałam także powagę konkurencji. Planów hodowlanych poczynionych jeszcze przed zakupem suczki nie zmieniłam – tylko najwyższa jakość, tylko najwyższa półka ! Wierzę głęboko, że takich zapaleńców jak ja jest na prawdę sporo i moja praca oraz zaangażowanie spotkają się z ich uznaniem. Ale zobaczymy. Cała moja psia przygoda nie byłaby na pewno tak przyjemna, gdyby nie hodowcy, którzy „przygarnęli” mnie do swojej bandy. A jest to na prawdę fajna banda ludzi, z którymi można rozmawiać do białego rana – a takich ludzi lubię najbardziej. Psiowatość roku 2016 dała mi nie tylko rozwój i realizację mojego marzenia, ale także nowe znajomości, które dają mi bardzo dużo radości. I to jest niezmiernie fajne, kiedy wraz z hobby można się odnaleźć w całkiem nowych kręgach, które ponadto niosą ze sobą głównie dobre emocje. A przecież o to w życiu chodzi!

15578047_1167088786701624_1345664855465706962_o

Od września mam zaszczyt trenować biegać wyspacerowywać trzy torpedy bulterierki oraz turbo amstaffa, które są totalnie szalone, wspaniałe i zwariowane. Radość jaka kipi od tych psów i przyjemność z przebywania w ich towarzystwie są absolutnie nie do porównania z czymkolwiek innym. Bieganie z nimi motywuje mnie do ruszania czterech liter do lasu nawet w najdziwniejszych warunkach. Ich łagodność i głupkowatość w stu procentach odrabia ich wygląd, który na początku wydawał mi się nieco groźny. Szybko odkryłam jednak, że są to psy o wielkich sercach, buzujące emocjami, nastawione na pieszczoty i zabawy. No i ruch, który im dostarczam poprzez bieganie i dzięki temu jestem super-ciocią. Cristal, którą miałam ogromną przyjemność wystawiać na 4 wystawach, 3 wygrała ze wspaniałym rezultatem, z czego jestem ogromnie dumna. Świetnie bawiłam się z tym psem na wyjazdach, choć na początku sądziłam że będzie mi ciężko ogarnąć tak dużego silnego i wariującego z radości psa w takich sytuacjach jak hotel/spacer/podróż/wystawa. Ale rzuciłam się na głęboką wodę (uwielbiam to robić! Gdy się na to decyduję, po prostu czuję że musi być dobrze…) i było doskonale ! Nie ukrywam że w jakiś sposób przywiązuję się do moich bulków, jak i do ich wspaniałych właścicieli. Taki nowy efekt uboczny pracy z psami, mam nadzieję, że zaowocuje wspaniałą, sąsiedzką znajomością.

13220614_992422920834879_4600474897688061597_o (1)

Poza wyjazdami i wystawami rok 2016 wypełniłam bieganiem. Chociaż były momenty przerwy, to jednak mogę śmiało powiedzieć, że wybiegałam sporo kilometrów w tym roku – prawie 700 km podczas 130 treningów, czyli można się połasić o stwierdzenie, że biegałam średnio co 3 dni 🙂 Polubiłam tą aktywność niezmiernie, chociaż przyznaję, najtrudniejsze są początki – zarówno jednorazowego treningu, jak i całej mobilizacji do biegania jako takiego. Teraz totalnie nie wyobrażam sobie mojego życia bez biegania – ba !- nie wyobrażam sobie mojego życia bez biegania z psami. W ostatnim czasie najwięcej biegam z pasem i psami – na weekendowe bieganie pierwszy raz wzięłam aż 3 psy na linkach i 2 moje Smarty luzem. Stanowimy coraz bardziej zgraną ekipę i każde bieganie przynosi mi na prawdę mnóstwo radości. Wystartowałam w tym roku w trzech biegach – wszystkie na 5 km- z czego jeden był biegiem z psami. Każdy był inny, każdy był na swój sposób ciężki dla mnie, każdy przyniósł mi masę radości. No i na każdym biegu dopingował mi tata, który był pomysłodawcą zapisania mnie na zawody. Cieszę się, że wpadł na ten pomysł i – przede wszystkim – że mnie dopinguje, co jest największą w świecie motywacją na 4 kilometrze 🙂

DSC040371

W 2016 roku miałam ukończyć moje drugie studia, ale nieco się śliznęłam z tematem i obronę mam w styczniu 2017 r. Ale za to dostałam fajną pracę, którą lubię, która motywuje mnie do mobilizacji i myślenia, na pewno nieco rozwija, stawia pewne wyzwania, którym chciałabym sprostać. Letnie wyjazdy poza dom nie skończyły się, niestety, a wręcz przeciwnie, okazały się częścią obowiązków. Także lato pozostaje dla mnie czasem spędzonym w lesie, w Borach Tucholskich, prawie 100 km od domu. Choć czasem mnie to wkurzało, to pewnie jeszcze gorzej czułabym się w biurze w gorący, lipcowy dzień. Z resztą i na to jeszcze przyjdzie pora. Na tą chwilę jestem zadowolona i nie zamierzam niczego zmieniać. Obowiązki dzieliłam także między swoje zajęcia a pływanie statkiem po jeziorze Charzykowskim – i choć to bardzo dalekie od szkolenia ludzi na żeglarzy, to dawało pewną namiastkę mojego ulubionego letniego zajęcia. Liczę na to, że moja praca nie będzie mi uniemożliwiać hodowli, a hodowla nie będzie przeszkadzać w pracy. Łącząc te dwie kwestie będę bardzo zadowolonym człowiekiem. Także mogę powiedzieć, że jestem jednym z tych szczęśliwych ludzi, którzy lubią swoją robotę i nie zamierzają  niczego zmieniać. No i fajnie!

dsc09920

Żeglarsko rok 2016 był spokojny, choć nie całkiem zaniedbany. Spędziliśmy z mężem wspaniały, wyczekany 2 tygodniowy urlop w Chorwacji, żeglując w zupełnie nowe dla nas rejony i odkrywając uroki nieodwiedzonych dotąd miast, wysp i zatoczek. Mały incydent, jakim było wpłynięcie w motorówkę i zdewastowanie naszego kosza dziobowego, chętnie bym pominęła, ale nie mogę, gdyż jest to rzecz którą zapamiętam do końca życia, celem ciągłego przypominania sobie, że jednak wciąż popełniamy błędy. Na szczęście ta niemiła przygoda dobrze się skończyła, i zgodnie z przewidywaniem, teraz się z niej śmiejemy. Warto jednak to dobrze zapamiętać i zanalizować, jak stres potrafił zepsuć nam sporą część podróży i jak wpłynął na nasze zachowanie. Szczególnie teraz, gdy tamte wydarzenia wydają się – jeśli nie dość błahe – to z pewnością nie mają już takiej dramatycznej wagi jak wtedy.
dsc00321

Rok 2016 był też – i jest nadal – czasem budowy naszego domu. I chociaż oczywiście cieszę się, że on powstaje, że widać efekty pracy, że już całkiem niedługo będziemy mogli wreszcie w nim zamieszkać – to przyznam że obecnie jestem już zmęczona tą budową – nie śmiem nawet myśleć co o niej sądzi mój mąż, który robi na niej nieporównywalnie więcej. Jest wszechobecna we wszystkich niemal rozmowach z Panem Mężem, ze znajomymi, z rodziną, wkrada się w każdą chwilę wolnego czasu, wisi nad głową jak jakaś gradowa chmura. I te ciągłe terminy, awarie, problemy, technicy i budowlańcy. I przelewy. Duuużo przelewów i faktur. Co tu dużo mówić – byle do końca. Gdyby nie to, że głęboko wierzę, że będziemy w tym domu bardzo szczęśliwi, to już dawno najechałabym tą budę buldożerem. Na szczęście mieszkając w „ogródku” u moich rodziców mamy jak u Pana Boga za piecem – za co niezmiernie dziękuję Mamie i Tacie. To, że wytrzymaliśmy razem ten rok, mieszkając niemal pod jednym dachem i koegzystując na na prawdę przyjacielskim poziomie, uważam za duży sukces – bo jak wiadomo, chociaż bardzo kochamy się ze swoimi rodzicami, to nie jest łatwo z nimi przeżyć, szczególnie podczas pierwszego czy drugiego roku małżeństwa. Nam się udało i to jest bardzo fajne. Nawet powiem szczerze, będzie mi tego brakowało, gdy już wyfruniemy o kilometr dalej, do własnego domku. Ale na szczęście, to tylko kilometr 🙂

Na zdjęciu nasz domek w tle i moja biegowa ekipa.

img_20161106_142008111Końsko pierwsza połowa roku przedstawiała się znacznie lepiej niż druga. Zima i wiosna były czasem częstego odwiedzania stajni, zabaw z psią koleżanką Koko, przyzwyczajania Kei do przebywania w otoczeniu koni. Było kilka wspólnych wyjazdów w teren. Chociaż konie nadal są moją pasją i kocham je, to nie jestem w stanie teraz realizować tego hobby na takim poziomie, na jakim bym chciała. Bo ja, gdy już się w coś angażuję, to lubię robić to na pełną kitę. Teraz jestem więcej psiarą niż koniarą. Musiałam sprzedać swoje kopytne zwierze i cieszę się, że szybko zapełniłam pustkę po nim nowym projektem. Cieszę się jednak że zawsze mogę odwiedzić przyjaciółkę, która jest najlepszą osobą pod słońcem i która zawsze pozwala mi pojeździć jej konie. Cieszę się, że w tym roku mimo tego, że nie jestem już tylko „psiapsiółą” ze stajni, miałyśmy doskonały kontakt i zawsze mogłyśmy na sobie polegać. Przyjaciółka to jedna z ważniejszych rzeczy w życiu każdej kobiety, a ja mam doskonałą.

DSC00111

Cóż – taki właśnie był 2016 rok. Był to bardzo szczęśliwy rok. Nie zmieniłabym w nim nic, choć oczywiście zdarzało się, że nabroiłam raz czy drugi. Ale generalnie rzecz biorąc, był to czas przyjemny i pożyteczny. Sądzę, że dałam sobie pewne podwaliny do bycia hodowcą. Sądzę, że byłam wyrozumiałą i kochającą, choć chwilami zrzędzącą żoną. Sądzę, że byłam dzielna mobilizując się do biegania, którego nienawidziłam od dziecka. Sądzę, że mam fajną pracę, nieco zaniedbanych przez cholerną budowę znajomych i przyjaciół, którzy są na tyle kochani, że nie mają mi tego za złe. Sądzę, że powinnam popracować nad skromnością 🙂

Sądzę po prostu, że było fajnie. Sądzę, że przyszły rok będzie jeszcze fajniejszy !

Cały Team Smart Jack, czyli ja, Keja oraz Kapiszon życzymy Wam wszystkim Wesołych Świąt, szczęśliwości, zdrowia i spokoju ducha, rozwoju osobistego, miłości, samego dobrodziejstwa i dobrostanu. Dla Waszych psów, żeby mogły spędzać jak najwięcej czasu z odprężonymi właścicielami. Wystawcom i hodowcom życzę sukcesów i samych doskonałych, zdrowych miotów. Żeglarzom zawsze pomyślnych wiatrów. Koniarzom, żeby im whiskey nigdy nie zabrakło. Ludziom, którzy budują domy żeby nie zabrakło im cierpliwości i pieniędzy ! I żeby przyszły rok dla wszystkich był fajniejszy niż ten !

dsc09820