DSC06788
Od wczorajszego wieczora gości u nas KOKO, Jack Russell mojej przyjaciółki, który zostanie u nas jeszcze dwa dni. Ja jestem cała szczęśliwa, ponieważ mogę obserwować relację Kapiszona z nieznośnym szczeniakiem, którego niemalże non stop rozsadza energia. Samo obserwowanie psiaków jest godne poświęcenia czasu i uwagi. Oto kilka moich pierwszych spostrzeżeń, dotyczących zmian i reakcji, jakie zaszły podczas wizyty Koko.

#daj #psy #doglovin #jackrussellterrier #jackrussell Dać psom papu💜

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @smartjack.pl

Cała wizyta zaczęła się oczywiście od szaleńczego tańca wygibańca. Na początku delikatnie, z dystansem, z czasem jednak rozkręciło się do udawanej bójki. Kapiszon bezlitośnie łapał Małą za gardło, a ona wydawała z siebie przerażające piski. Ale to była tylko sekundka, bo chwilę później znowu atakowała. Machała łapami, lizała obnażone przez Kapiszona zęby, wyskakiwała w powietrze jak cyrkowiec, a to wszystko okraszała szczekaniem, miałczeniem i piskami. Kapiszon za to wykorzystywał swoją masę, przepychał Koko „z bara”, wpychał się na nią tyłkiem, kłócąc się o posłanie chyba nawet się w niej wytarzał. Tymczasem mała diablica ani przez chwile nie miała dość, wielokrotnie na niego naskakując, nie przejmując się nawet najgroźniejszym warczeniem i minami p.t. „zaraz Cię zabiję, mała pindo”. Im groźniejsza mina, tym lepszy powód do wsadzenia nosa w oko…

#kapiszon #smartjack #jackrussellterrier #jackrussell szczeniak w domu! 💜💜💜🐕🐻😀

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @smartjack.pl

Po jakiejś godzinie hasania i wrzeszczenia na cały dom, psy postanowiły pobawić się zabawkami. Kapiszon oczywiście zgrywał ważniaka i chciał pokazać, jakim to strasznym samolubnym ogrem jest. Zaniósł wszystkie zabawki na posłanie, usiadł na nim i zaczął warczeć niczym traktor holujący drugi traktor. Koko nie miała z tym żadnego problemu. Babsztyl jeden w ogóle niczego się nie boi, włazi mu do posłania i liże go po pysku, aż puści zabawkę, żeby ją postraszyć zębami. Wtedy mała szybciutko porywa zabawkę. W ogóle jest niesamowitą kokietką, zgrywa idiotkę, a tak naprawdę ma bardzo niecny plan, który udaje jej się zrealizować. Tak długo liże i zaczepia Kapiego, aż on ze zblazowaną miną opuszcza nie tylko swoje postłanie, ale i ukochane zabawki. SZOK! Koko zaś rozsiada się w najlepsze, z miną zwycięzcy i bardzo pociesznie rozłożonymi uszkami i pławi się w luksusie i radości. Babsztyl nie ma żadnych skrupułów, ukradnie wszystko, co może się Kapiemu wydawać jego własne. Wlezie wszędzie, wpełznie nim się ktokolwiek zorientuje. Jest cwaną bestią i w drodze do celu nie ma żadnych zahamowań. Gdy tylko Kapi na chwilkę jej odpuści, atakuje z półobrotu, z przytupem i jazgotem.

Kapiszon z minuty na minutę zdaje sobie sprawę, że stracił panowanie nad sytuacją. Jest zrezygnowany. Ucieka w miejsca, do których normalnie nie poszedłby się położyć. Koko siedzi w jego królestwie, a on zwija się w kłębek pod drzwiami łazienki, na zimnej podłodze. Jakie to sugestywne ! Ale jestem z niego dumna, że potrafi odpuścić, coś oddać, odejść i dać sobie spokój, bo bałam się, że będzie agresywny. Został pokonany swoją własną bronią, dał się zrobić jak dziecko i stał się pantoflarzem…trochę 🙂
IMG_20160114_082816[1]

Chwile rozejmu to ułuda. To tylko oddech przed kolejnym starciem.

Potem nastąpiła rytualna zamiana posłań. I generalnie wszystkiego. Bo wiadomo, co nie moje, będzie moje. Kapi wylądował w malutkiej budce Koko, a Koko sukcesywnie opanowała skórę barana, wielkie posłanie i kocyk Kapiszona. Miski i karma nie stanowiła wyjątku, to chyba oczywiste? Opanowała nawet brzuch Pana Męża….

DSC06812

Kapi próbował pomemłać chociaż jedną zabawkę. Nawet taką najbardziej zapomnianą i nielubianą. Wszystko, co mogło zainsteresować Koko, brał do pyska, chyba tylko po to, aby zaraz zostać tego pozbawionym. Pobawiły się trochę w przeciąganie szarpaka, co nas niezmiernie cieszyło, bo przy tej czynności nie mogły jazgotać, warczeć i pomrukiwać.

Wieczór skończył się wspólnym spacerem, na którym Kapi odkrył swoją wielką przewagę – jest szybszy od Koko. Jeśli tylko chce i ma gdzie, może odpalić wrotki i dać dyla. Chyba pocieszyła go ta myśl. Noc minęła spokojnie, każdy w swoim łóżku. A rano Koko zlała się na dywan. Uroki szczeniąt….
Kapiszon pokazał nam wredny śmieszek, p.t. „jaka pała, zlała się w gacie”.

Cieszę się, że mogę gościć Kokusię, wiecie jak kocham zwierzaki, że chciałabym w najbliższej przyszłości mieć drugiego psa. Dlatego jest dla mnie takie ważne, aby przekonać się, czy panuję nad takimi dwoma łaciatami. Prawdą jest, że roboty jest dwa razy tyle, ale i radość jest podwójna! No i piesy mimo ciągłej „walki” mają w oczach iskierki radości i bardzo lubią wspólnie dokazywać ! Już nie mogę się doczekać kiedy doczekamy się własnej suni, choć chyba wolałabym, aby była nieco mniej dominująca. Koko chętnie wlazłaby nam wszystkim na głowę 🙂
DSC06827