screen

http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-trenerka-klusakow-zjadla-wlasnego-konia,nId,1950610#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

 

Od rana o niczym innym nie trąbią, tylko o tej sytuacji. Większość polubionych przeze mnie stron na facebooku, radio, telewizja. No jak zwykle muszą robić szum, bo jakoś zabrakło nowej bomby wodorowej.
Nie dalej jak wczoraj oglądałam program o tym, jak świat zmusza nas do coraz większej konsumpcji, do ciągłego wzrostu gospodarczego, do budowania i wytwarzania jak największej ilości potrzeb. A teraz powiem Wam co sądzę o tej kobiecie, która zjadła swojego zwierzaka.

 

Z artykułów wynika, że była trenerką. Wygląda na to, że trenerką i zawodniczką wyścigów kłusaków. A więc miłośniczka koni. Pracuje z nimi codziennie, dogląda ich i trenuje. Dzieje się tragedia, kontuzja, eutanazja, to są straszne rzeczy. Nie wiem, jak ta Pani wpadła na pomysł, żeby zadbać o to, aby eutanazja nie była szkodliwa dla mięsa, które miało być później spożywane. Raczej nie mogło to być zwykłe uśpienie. Choć ja nie jestem przeciwna szybkim i skutecznym metodom zabijania. Nie może być mowy o bólu przy strzale w głowę. Tak sądzę. Nie wiem jak wpadła na to, aby przewieźć martwe zwierzę do rzeźni. Nie wiem ile zapłaciła za hmmm… oprawienie mięsa. W takiej dramatycznej sytuacji nie wpada się z gruszki ni pietruszki na takie pomysły. To musiała być decyzja przemyślana. Świadomie skorzystała z sytuacji, w jakiej postawił ją los, zdecydowała, że uczyni zgodnie ze swoimi przekonaniami, że może da przykład innym poprzez nagłaśnianie sprawy przez media. Uzyskawszy ze swojego konia 154 kg doskonałej jakości mięsa nie kryła się z tym ani nie wstydziła się tego. Manifestowała ten fakt, publikując zdjęcia konia i kotletów. Dlaczego?

Sądzę, że chciała wszystkim nam ciemnym masom dać do zrozumienia, że można kochać konie i równocześnie nie widzieć nic złego w jedzeniu koniny. A już w zjedzeniu swojego własnego konia szczególnie. Jaką to bowiem krzywdę mu przez to wyrządzamy? Żadnej. Jeśli nie potrafisz zjeść kotleta bez wizualizacji świńskiej mordki, to masz pełne prawo do oburzenia. Ale kto z nas zastanawia się nad reinkarnacją kotleta? Koń, w całej swojej wspaniałości, jest takim samym zwierzęciem jak krowa czy świnia. O ile świat byłby lepszy, gdybyśmy mogli jadać zwierzęta hodowane we własnych zagrodach, a nie kupowane w paczkach w supermarkecie. Ale wtedy trzeba nauczyć się żyć z tym, że nasza Pepa ląduje w zupie, a mućka, którą jeszcze wczoraj szorowaliśmy ryżówką, dziś marynuje się w lodówce.Tak, jak kiedyś było.
Nie muszę chyba wspominać, że ten zjedzony koń miał wyrok śmierci, który skrócił jego cierpienia. Co w tym złego, że zamiast wrzucić go do dołu i posadzić kwiatka, kobieta postanowiła przechowywać go w zamrażarce?

Ja się pod zachowaniem tej Pani podpisuję rękoma i nogami. Podziwiam ją, bo ja nie miałabym tyle zaparcia, aby nie marnować danego nam dobra. Nie chciałoby mi się, a może nawet emocje by mi przeszkadzały. Byłoby na pewno ciężko zachować się tak jak ta kobieta. Bo trzeba mieć dużą odwagę społeczną, aby w kraju, w którym koń nie jest zwierzęciem hodowanym do jedzenia, dać pokroić swojego przyjaciela a potem doprawić go czosnkiem. Jednak jeździectwo, poza szacunkiem dla drugiej istoty, powinno uczyć także szacunku dla natury i jej praw. Sentyment i przyjaźń to jedno, a przetrwanie, to drugie. Nie mówię tu o przetrwaniu w sensie kategorycznym. Ale o to przecież chodzi, że nasze życie jest tym lepsze, im lepiej potrafimy wykorzystać dane nam dobra – czas, pieniądze, znajomości, rodzinę. Moralność? Ale wobec czego, wobec mięsa? Czy wobec siebie? Wszystko oczywiście zależy od wartości, jakie wyznajesz.

Czy przerobiłabym na rosół mojego ukochanego psa? Raczej nie. Ale nie dlatego, że to mój przyjaciel, ani nie dlatego, że chciałabym mieć takie miejsce na świecie, gdzie będę przychodzić i wspominać. Nie chodzi o to, że jest za mały i można by z niego co najwyżej wyskrobać pałeczki na rosół. Ani o to, że obrzydzenie we mnie miałoby budzić zjedzenie zwierzaka, który mi towarzyszył przez tyle lat w każdej niemal godzinie mojego życia. Po prostu nie wpadłabym na taki pomysł, nie rozmyślałabym nad tym. Ale skoro ktoś już wpadł, uważał, że robi słusznie, poświęcił swoje emocje, czas i pieniądze, aby udowodnić światu, że to nie jest wcale złe, to ja to szanuję. Uważam, że dobrze się stało, jeśli ta Pani dobrze się z tym czuje i nie robiąc nikomu krzywdy, wykorzystuje to, co dobrego w tej sytuacji zastała. Bo nikt nie wspomina o jej łzach, o tęsknocie za tym koniem, o szacunku, jakim go darzyła, o godzinach treningów. Tylko jednoznacznie brzmiące „zjadła swojego konia”. Ja chromolę takie bezmózgie podchodzenie do sprawy. Nie muszę chyba wspominać ile zła codziennie dzieje się zwierzętom na całym świecie. Okrucieństwa, które jest głupie i niepotrzebne. Sądzę, że opisywana przeze mnie sytuacja jest zupełnie inna.

A tak na koniec dyskusyjny temat, który chciałabym poruszyć w związku z całą sytuacją.
Sądzę, że powinno być Polsce więcej rzeźni, aby konie po kontuzjach i chore nie musiały jeździć z połamanymi nogami do Włoch, gdzie ktoś zrobi z nich kiełbasę. Chciałabym, aby nieuchronny los spotykał je u nas, jak najbliżej, jak najszybciej. I oczywiście znajdzie się grono osób, które uzna, że nie mam szacunku, empatii, jestem zasraną hipokrytką, która tylko udaje, że kocha konie, a tak naprawdę zaciera rączki aby pojechać za krzak i odciąć sobie kotleta z końskiego zadu albo karku. Ale ja uważam, że to jest myślenie dojrzałe i przyszłościowe, bo nie wyeliminujemy jedzenia mięsa, nie wyeliminujemy chorób i śmierci. Uważam, że zabijanie koni w Polsce i przewożenie do Włoch kiełbasek nie jest mniejszym złem, bo bezczelnie twierdzę, że jest DOBREM.

Specjalnie nie umieszczam tego wpisu w dziale „Sport Inspirations – Horses” bo wpis ten nie ma wiele wspólnego z moją miłością, jaką są konie. Jest jedynie moją odpowiedzią, na nagonkę i niepotrzebną fascynacją mediów tym, że Szwedka zjadła swojego konia. Każdego dnia Polak zjada swoją krowę, albo świnię, kurę czy przepiórkę. Chciałabym, aby człowiek z większym szacunkiem podchodził do zwierząt i z równym szacunkiem do mięsa, do produktów, do pożywienia. Bo mięso konia jest dla mnie w równym stopniu mięsem, jak każde inne.