DSC03717
Czyli dlaczego MyPhone odporny na zamrożenie i wypranie w pralce może być najlepszym przyjacielem kobiety…

Z powodu kompletnego uśmiercenia mojego poprzedniego telefonu, Sony Z, postanowiłam kupić nowy. Komóra musiała być lepsza niż poprzedni model. Byłam zrezygnowana ciągłymi naprawami „zetki”. Pierwszą wymianę wyświetlacza zaliczyliśmy już pół roku po wyjeździe z salonu, bo na nim usiadłam (sic!). Potem zdepnął go koń, innym razem nie wiadomo skąd pojawił się mały pajączek na wyświetlaczu. Każdy taki „wypadek” powodował śmierć kliniczną telefonu. Dlatego nowa sztuka musiała być pancerna i niezniszczalna. Tak właśnie trafiłam na MyPhone Hammera AXE LTE.

Szukałam odpornego smartfona. ODPORNEGO na wszystkie moje szalone pomysły, czyli konie, żagle, topienie w jeziorze (tak pożegnałam ostatnią Nokię), upadki, a nawet pranie w pralce (zdarzyło się bratowej). Trafiłam na crash testy Hammera. W kilku filmikach podziwiałam, jak MyPhone zostaje poddany najbrutalniejszym testom – przejechano go samochodem, zamrożono w kąpieli wodnej, wyprano w pralce, upuszczano z różnych wysokości, tarzano w piachu, przybijano nim gwoździe (konkretnie wyświetlaczem) oraz topiono w kałuży i błocie. Zakochałam się – to był telefon dla mnie !

DSC03693

MyPhone to polska marka, natomiast nikogo nie zdziwi, że telefony produkowane są w Chinach. Mój egzemplarz kosztował 999 zł, jest to pierwszy telefon, którego cena w całym niemal internecie była równa bądź wyrównana. Nie będę tutaj przytaczać specyfikacji technicznej, ponieważ każdy może to sobie sprawdzić samodzielnie, ja nie jestem specjalistką od tych spraw i wolę się skupić na tym, jakie wrażenie zrobił na mnie sam telefon.

DSC03725

Zacznijmy od jego wyglądu. Wszyscy, którym go do tej pory pokazałam, na od wejścia mówili „Jezu jaki wielki, jaki brzydki, jaki ciężki !” Ja uważam, że mimo swojej wagi dobrze i stabilnie leży w dłoni, nawet podczas robienia sobie selfie w siodle i używaniu jednej ręki do opanowania przerażonego konia, a drugiej do pstrykania zdjęć (wiem, skromna jestem). Jego gumowa obudowa mnie nie przeraża, tył telefonu wygląda moim zdaniem bardzo ciekawie i atrakcyjnie. Ale ja dziwna jestem. Mój brat stwierdził, że tym telefonem na pewno można kogoś zabić, że wygląda jak tajny gadżet Bonda. Telefon posiada przyciski boczne SOS (wysyłanie smsa z pozycją GPS i wybranie numeru przypisanej do SOS osoby) oraz PTT (krótkofalówka). O ile przycisk SOS może mieć u mnie zastosowanie podczas samotnych rajdów konnych po lesie czy jakiś nieszczęsnych wypadków na jeziorach czy na morzu, to PTT nie ma zastosowania i przeprogramuję go na migawkę aparatu. Jeśli chodzi o przycisk SOS to pierwszy raz się spotkałam z taką opcją i uważam, że jest to fajny pomysł. Można także zaprogramować telefon aby nie wysyłał wiadomości sms a jedynie wybrał numer przypisany do przycisku, korzystając z niego jako jeszcze lepszy sposób szybkiego wybierania.
Przyciski analogicznie po drugiej stronie wyświetlacza służą do regulacji poziomu głośności.

DSC03710

Kolejną ciekawostką tego telefonu jest tryb wyłączania go i włączania w określonych godzinach. Ja zdecydowałam się, że w godzinach nocnych telefon może oszczędzić energię i niech się wyłącza na zdrowie. Niestety rano, po włączeniu telefonu, nikt się do mnie nie dodzwoni do czasu, aż wpiszę PIN. Na co dzień takie rozwiązanie mi odpowiada, choć oczywiście czasem trzeba będzie zrezygnować z tej funkcji (impreza, wczesna pobudka czy inne widzimisię).

Aparat w Hammerze jest w porządku, dokładnie taka sama rozdzielczość jak w moim poprzednim Sony Z, choć mam wrażenie, że kolorystyka i nasycenie zdjęć jest minimalnie gorsze. Telefon bardzo u mnie zapunktował sprawnością działania, nie zamula nawet podczas łączenia z Bluetoothem w moim samochodzie, kiedy puszczam z niego muzykę, wykonuję telefony, sto razy wsiadam i wysiadam z auta. Bez większych problemów wprowadziłam do niego także wszystkie funkcje, które są mi niezbędne do życia jak GPS, Facebook, Instagram, odtwarzacz muzyki, latarki, Endomondo i inne bzdury. Tutaj niestety byłam nieco zaskoczona, że taki telefon „dla prawdziwych mężczyzn”, taka maszyna, że lepiej piłuje drzewa niż STIHL, a brak w nim właśnie latarki czy odtwarzacza muzyki. Jasne, to sobie można ściągnąć, ale dziw bierze.

Bateria trzyma 3 dni kompletnego i pełnego zaangażowania, które każdą kobietę wprawiłoby w zachwyt. Jest cały czas do mojej dyspozycji, spełnia wszystkie zachcianki. Śpiewa dla mnie serenady, wyświetla kwiaty na Insta, przesyła romantyczne meile i budzi mnie rano ćwierkaniem ptaków. Nie wiem jaki on ma głośnik, natomiast odtwarzanie muzyki w tym telefonie to prawdziwa przyjemność, a czystość dźwięku jest naprawdę zaskakująca.

Menu tego telefonu pozostawia na razie nieco do życzenia. Ja jestem blondynką, ale uważam się za osobę inteligentną i denerwuje mnie, kiedy telefon nie jest intuicyjny. A niestety nie jest. Dobre 10 minut zajęło mi odkrycie, jak usunąć kontakt ze spisu telefonów (!), do tej pory nie panuję nad szybkim wybieraniem i podglądem ostatnich połączeń, który otworzyć można poprzez wykonanie aż trzech kliknięć. To trochę sporo. Może to można jakoś lepiej spersonalizować i będę w wolnej chwili nad tym rzeźbić. No tak, tylko czemu ja muszę rzeźbić nad czymś, co powinno być proste jak budowa cepa. Do tej pory nie wiem jak wyłączyć wibrację w momencie, kiedy ktoś odbiera moje połączenie. Jedno małe brwrrr przy uchu przy każdej rozmowie wychodzącej, ale już doprowadza mnie do szału.

DSC03661

Z mojego nowego gadżetu jestem jednak bardzo zadowolona. Sądzę, że stosunek ceny do jakości jest naprawdę dobry. Telefon spełnia moje oczekiwania dotyczące odpornego smartfona. Jeśli jesteś różową blondyną, której najbardziej zależy na wyglądzie telefonu, to nie jest to opcja dla Ciebie. Ale jeśli lubisz sport, wszędzie Ciebie pełno, nie przywiązujesz wagi do tego aby telefon był pod stałym nadzorem wstrząsoodpornym, wrzucasz go byle jak do torebki (smartfon i klucze do mieszkania w jednej przegródce to zły pomysł…), upuszczasz na kafelki, wypada Ci z kieszeni podczas spaceru z psem ( w błoto i piach oczywiście), zdarza Ci się na nim usiąść lub wyprać w pralce w kieszeni szlafroka, to zdecydowanie mogę Ci go polecić. Ja na pewno będę spokojniejsza, wiedząc, że nie muszę się tak certolić z moją zabaweczką. No i nie muszę kupować etui, bo MyPhone ma go już na sobie, przykręconego na śrubki. Mam nadzieję, że przeżyje ze mną przynajmniej jakiś czas. Jeśli uda mi się go przypadkowo wyprać, lub zdepnie mi go koń i dalej będzie żył, to dam Wam znać ! 🙂

DSC03680

A na koniec zdjęcie mojego mądrzejszego ode mnie aparatu. Przecież on wie lepiej, co ja chcę sfotografować, nie?!