guitar-944261

Odkąd pamiętam życie zawsze gnało mnie w świat w okresie wakacyjnym. Nie pamiętam żadnych wakacji spędzonych w domu. Od najmłodszych lat jeździłam na obozy, kolonie, rejsy. Spałam w namiotach, na jachtach, pod chmurką i w szałasie. Poznawałam nowych ludzi, zawierałam przyjaźnie, zakochiwałam się wielokrotnie. Każdy taki wyjazd był dla mnie wielką przygodą i nauką – wracałam bogatsza o wiedzę, mądrzejsza i pamiętam, że poświęcałam sporo czasu na refleksję o tym, że wszystko przemija. Wspominałam swoje wrażenia i uczucia, jakie mi towarzyszyły. Kolekcjonowałam.

Kalejdoskop wspomnień kręci się dookoła miejsc. Ludzie przychodzili i odchodzili, ale miejsca pozostają w mojej pamięci na zawsze i mam do nich szczególny sentyment. Najpierw były obozy konne w pierwszym klubie jeździeckim. Kochaliśmy to miejsce – tam spędziłam najpiękniejsze lata mojego dzieciństwa, a każdy przyjazd tam budził ogromne emocje. Przeżywałam tam piękne chwile, spotykałam się z ludzką zawiścią ale i serdecznością, mierzyłam się ze swoimi lękami. Tam też piłam pierwsze alkohole i imprezowałam. Teraz czasem tam bywam, poruszam się jak duch wśród znajomych murów i miejsc, które pamiętają tamte czasy. Dla tych miejsc byłam tylko małym punktem w rozlanej masie bachorków, biegających bez celu od punktu do punktu. Wiele się zmieniło od tamtych czasów. Wiele rzeczy pozostało niezmiennych.

Zawsze byłam refleksyjna, jeśli można tak powiedzieć. Lubię usiąść i myśleć. Wyciszyć się, chłonąć chwilę. Potrafiłam wyjść do stajni, zasiać się gdzieś w sianie, pisać tam pamiętniki, książki, śpiewniki, grać na gitarze, albo po prostu przyglądać się koniom. To się zupełnie nie zmieniło – chyba z mlekiem mamy wyssałam tę piękną potrzebę zatrzymania się i zastanowienia się nad tym, w którym miejscu jestem. Spojrzenia na siebie z boku. Niewiele pamiętam z tego, co analizowałam będąc jedenastolatką. Ale wiem, co czuję teraz, odwiedzając te miejsca – jakby cofnął się czas. Zanurzam się we wspomnieniach, uśmiecham się do nich i przewijam je w nieskończoność, choć już od dawna są spłowiałe i splątane.

suitcase-1077412

Takich wakacyjnych miejsc mam więcej. Z czasem bowiem wszystko się kończy i trzeba zacząć nowy rozdział. Poszukać nowych możliwości. Czasem odchodziłam z tych przyjaznych przystani z sentymentem, innym razem z żalem, czasem żegnałam się we łzach, innym razem w złości. Ale miejsca to miejsca. Nigdy się nie zmieniają. Mijam je codziennie. A osiedle na którym dorastałam wybrałam jako miejsce mojego ślubu – i kościół, do którego biegałam jako dzieciaczek. Teraz znów zagnało mnie na stare miejsca, tu, gdzie spędzałam wakacje na harcerskich obozach. Zatoczyłam jakąś pętlę, w której zamknęły się wszystkie te miejsca i wydarzenia.

Jadąc do Funki mijałam wszystkie niemal ukochane i ważne dla mnie kąty. Kiedyś to właśnie w te miejsca mnie gnało, teraz mijam je w drodze do kolejnych. Przejeżdżam obok, sentymentalnie rzucając okiem na tablice z napisami, drogowskazy, sklepy do których biegałam po tanie winko. Ogarniam wzrokiem pola po których galopowaliśmy, zerkam ukradkiem na liczebność końskich stad. Wspominam. To były jak osobne światy, nasze światy. One się skończyły – nie ma już takich opcji jak kiedyś. Nie ma powrotu. Mijam więc te swoje ukochane ośrodki, które niegdyś były celem na całe wakacje, teraz zaś są tylko jedną z tysiąca miejscowości, które mijam w drodze. W drodze do jakiegoś dalej. I znowu zakładam tu swój świat, swoją galaktykę.

Czy możemy lepiej wykorzystać swoje wspomnienia? Jak jeszcze dogłębniej uczcić ten czas, jak ukochać go jeszcze mocniej? Jak uhonorować te minione chwile, skoro pamięć jest taka zawodna? Nie umiem na to odpowiedzieć. Ale lubię wspominać. Lubię powracać do tamtych czasów. Lubię spacerować wśród tych pól i łąk. Wiele bym dała za to, by znaleźć się tam jeszcze raz, przegalopować po tym kalejdoskopie zdarzeń. Robiło się wtedy fantastyczne rzeczy, i nic nie wydawało nam się niemożliwe. Było w tym piękno, jakiego nie doszukam się nigdzie indziej, bo było niepowtarzalne. Obawiam się, że to młodość nadawała temu wszystkiemu sens. Może to za młodością tęsknię, nie za miejscami. Bo wiem, że powrotów nie ma. Na szczęście coś się kończy, coś się zaczyna i choć każde lato przemija, niedługo znowu nastanie wiosna.

acoustic-925174

Zawsze towarzyszyła mi dzielnie gitara. Były konie i żagle, były miłości i żale, były lasy i góry, jeziora i morza. I moja kochana gitara. Niedawno dokonała swojego żywota. Myślę, że zasłużyła na osobną opowieść. Bo była punktem wspólnym tych wszystkich lat, tych wakacyjnych przygód i czasów. Nadal siadam z nią i myślę, jak wtedy, gdy miałam jedenaście lat. I myślę, że w lecie jest jednak jakaś magia…