you-are-lovely

Znajdź coś, co kochasz robić i zacznij to robić. Niby proste, cukierkowo słodkie, łatwe i przyjemne w realizowaniu. Ale nie wtedy, kiedy SAM się za to zabierasz. Okazuje się wtedy, że nic nie jest proste, że czasem zaangażowanie, które wkładamy w dany projekt idzie na marne, nie przynosi oczekiwanych efektów. Decydujemy się rzucić wszystko, aby zrealizować swoje marzenie i napotykamy różne trudności – od tych drobnych, po większe. A czasem walimy głową w mur.

Marzenia. Biegamy za nimi każdego dnia. Jedni tylko smętnie i ze zgorzknieniem wzdychają za wycieczką życia, inni wypacają siódme poty na siłowni – jednym słowem, niektórzy je realizują, inni odpuszczają i odkładają marzenia na odległe „kiedyś”. Nie zajmujemy się jednak dzisiaj tymi, którzy swoje plany zostawiają na później. Dzisiaj ponarzekamy na to, że spełnianie marzeń to ciężka praca.

Wielokroć słyszymy wywiady, wspomnienia, czytamy biografie ludzi sławnych, takich, którym coś w życiu wyszło, którzy są z jakiegoś powodu ciekawi. Wydaje nam się, że ich opowieści są takie piękne i polukrowane, a niekiedy wkradające się „sceny dramatyczne” dodawane są tylko i wyłącznie dla urealnienia całości. Biegacz bez nogi, jeździec bez głowy, śmierć w rodzinie, kompletny brak funduszy na życie – docierają do nas tylko puste teksty, które mają się wstrzelić w klucz. Mają się dobrze czytać. I oczywiście dobrze sprzedawać.

Czasem mówimy, że jesteśmy pełni podziwu dla kogoś, dla jego osiągnięć. Czasem wykrzykujemy „ale Ci zazdroszczę!!!”. Czasem mówimy nawet : „też bym tak chciała”. Ale to wszystko nieprawda. Gdyby tak było na prawdę, już byśmy robili coś tym kierunku. Gdybyśmy NA PRAWDĘ byli pełni podziwu dla kogoś – pokazalibyśmy to czynem, nie słowami. Kogo interesuje, że pogratulujesz mu przebiegnięcia maratonu na facebooku? Maratonu nie biegnie się na facebooku, tylko na trasie ! Podziwiasz kogoś, to poświęcasz swój czas i ustawiasz się w wyznaczonym miejscu aby podać człowiekowi wodę. Chcesz mu życzyć wszystkiego dobrego na święta czy urodziny, to nie piszesz SMSa, tylko umawiasz się na spotkanie. Gdy ktoś prawdziwie tęskni nie ogląda się na koszty, tylko wsiada w pociąg i przyjeżdża, nie odkładając spotkania miesiącami. Zazdrość jest dobra, gdy wynika z chęci bycia lepszym człowiekiem. Można zazdrościć komuś samozaparcia, urody, osiągnięć. Ale nie wystarczy przyglądać się z nienawiścią jak inni odnoszą sukcesy i rzucać zdawkowe ” zazdroszczę!” – trzeba się zmobilizować i spróbować osiągnąć to samo – spróbować osiągnąć WIĘCEJ!

Kiedy sami odnosimy jakieś sukcesy i osiągnięcia napotykamy na swojej drodze osoby, które poklepują nas po plecach. Wielką radością i motywacją napędzają nas nasi bliscy, którzy w nas wierzą i wspierają. Ale nie o nich mówimy. Mówimy o tych, którzy sądzą, że nasze wyniki wypracowaliśmy zajadając się pączkami, że między półmaratonem a maratonem odbyliśmy „kilka” treningów, że napisanie dobrego tekstu na bloga to bułka z masłem. Ogólnie są to ludzie, którzy żyją w wiecznym przekonaniu, że „gdyby im się chciało to też by tak mogli”. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że nigdy im się nie chce. Odbierają nam tym przyjemność, jaką czerpiemy ze swojej ciężkiej pracy. Wpełzają swoim niezadowoleniem i nieróbstwem w nasze rewiry i panoszą się po nich. Patrzą tylko na okładkę, ślizgają się po powierzchni i tak na prawdę – nie mają o niczym pojęcia.

Ja nie mówię, żeby się nie inspirować innymi ludźmi. Nie mówię, żeby nie gratulować wyników. Mówię o tym, żeby nie upraszczać rzeczy. Nie generalizować. Jeśli Twój kolega osiągnął jakiś sukces, nie oznajmiaj mu od razu, że też chciałbyś to osiągnąć. Dowiedz się najpierw jak to zrobić. Poczytaj. Poświęć czas. Spróbuj. Podnieś się po porażce, spróbuj znowu. Bo na każdy sukces przypada niewyobrażalna ilość składników pośrednich, których nie widać. Nie wolno ich bagatelizować.

Dlatego nie mów mi, że TEŻ kiedyś chciałeś cośtam robić ze swoim życiem. Po prostu to zrób. I daj radę. Trzymam kciuki. A ja będę robić swoje.