happy-1194443

Już od jakiegoś czasu zauważam pewną interesującą zależność między wmawianiem sobie dobrych rzeczy a osiąganiem rezultatów. Tak konkretnie obserwowałam to na studiach, szczególnie podczas nauki do egzaminów, ale także i w przypadku obowiązków domowych czy innych spraw, które wymagały ode mnie WMÓWIENIA sobie, że je lubię. Przynosiło to całkiem niezłe rezultaty, w sumie, jak tak się zastanowić, to już w klasie maturalnej wkręcałam sobie do głowy, że to, co muszę zrobić jest fajne. Tą metodę nazwałam sobie roboczo „wmawianiem sobie” różnych rzeczy.

Wmawianie jest bardzo przydatne w nauce. Dzięki wkręcaniu się w temat i przekonywaniu samej siebie, że jakiś materiał wiedzy jest w sumie naprawdę ciekawy (np. prawo skarbowe) i porywający ( może język staro cerkiewno słowiański?), lekki i łatwy w przyswojeniu (np. językoznastwo lub gramatyka języka polskiego) z mniejszym niż większym trudem zdawałam wszystkie możliwe kobyły. Owszem, nie ukrywam, że częściej miałam więcej szczęścia niż rozumu. Ale efekt się liczy. Wykorzystywanie pozytywnej energii na pewno w znacznym stopniu otwiera nasz umysł na wiedzę. Jeśli nie podchodzimy do materiału jak uparty tępy osioł, tylko naprawdę CHCEMY się go nauczyć, to idzie zdecydowanie lżej, łatwiej i szybciej. Dlatego podchodząc do nauki zastanówmy się – do czego ta wiedza nam się przyda, w jaki sposób jest fajna i atrakcyjna? A może po prostu forma nauki jest dla nas odpowiednia? Zawsze podchodziłam z entuzjazmem do nauki materiału, który można było przedstawiać w punktach, podpunktach, drzewach skojarzeń, analogiach. Natomiast do tej pory źle mi się uczy ciągłego tekstu – dlatego w większości nie pamiętam przeczytanych przez siebie książek. Urozmaicanie kolorkami moich notatek było zawsze bardzo motywujące, a jeśli materiał był wyjątkowy problematyczny wystarczyło… że kupiłam sobie nowy kolorowy pisaczek, jeszcze śliczniejsze karteczki albo zeszyt z ładną okładką… Małe rzeczy, które rozjaśniają mroki. Wmawianie sobie, że coś jest fajniejsze i potrzebniejsze niż w rzeczywistości. To działa !

Wmawianie pomogło mi zacząć biegać. Tak, oczywiście Kapiszon miał w tej kwestii swój wkład. Ale tak naprawdę to WMAWIANIE sobie stale i na okrągło, że teraz polubię bieganie, bo jest ono korzystne nie tylko dla mnie ale też dla moich psów. Także zakup fajnych sprzętów i ciuchów do biegania było motywujące. Ale tak naprawdę wszystko zaczyna się w głowie – nie odniesiemy sukcesu jeśli wychodzimy z domu żeby pobiegać z myślą „rany jak ja nie cierpię tak wstawać rano i biegać”. Nie przebiegniemy kolejnego kilometra, jeśli będziemy sobie powtarzać w myślach : „ale mnie wszystko boli, ale nienawidzę tego biegania !” Ja natomiast wmawiałam sobie inne rzeczy : jeśli padało, wmawiałam sobie że to takie pierwotne skakać po kałużach i że jestem taka strong woman. Jeśli akurat nic ciekawego się nie działo, wybierałam nowe ścieżki i cieszyłam się widokami – a to brzozowa ścieżka, a to śpiewający ptaszek, a to ładne zdjęcie na Insta. Wmawiałam sobie, że potrzebuję biegać, żeby mieć lepsze samopoczucie, wmawiałam sobie, że moje zakwasy to małe piwo, wmawiałam sobie, że wstawanie z łóżka 1,5 h przed budzikiem jest FAJNE. No i faktycznie takie się dla mnie stało. Biegam regularnie już 8 tydzień i naprawdę coraz częściej tęsknię za bieganiem w weekend, kiedy robię sobie krótką przerwę od treningów. Sądzę, że jak przyjdzie wiosna, będę biegać z jeszcze większą radością, bo wiadomo – słonko jest lepsza niż każda autosugestia !

Wmawianie bardzo ułatwia życie jeśli chodzi o obowiązki domowe. Dlaczego? Bo dzięki wmawianiu w moim najbliższym otoczeniu naprawdę panuje przyjemny porządek. Nauczyłam się nie tylko utrzymywać porządek, ale i robić go z dużą przyjemnością. Musiałam polubić sprzątanie. Jak to zrobiłam? Starałam się przede wszystkim znaleźć kwestie, które są dla mnie w sprzątaniu najprzyjemniejsze. Umilałam sobie czas włączonym filmem lub audiobookiem. Wygłupiałam się ganiając Kapiszona odkurzaczem. Kupiłam przyjemnie pachnący spray Pronto lawendowy, uwielbiam go niuchać. Mycie zlewów łączyłam z maseczką na ręce, które wkładałam w rękawiczki. Wszystko oczywiście okraszone rozpalonymi świecami YANKEE CANDLE. Czyż nie brzmi wspaniale? 🙂

Wmawiam sobie także inne rzeczy – związane z pracą, obowiązkami, prasowaniem, praniem, gotowaniem i innymi zajęciami, które normalnie nie kojarzą nam się z relaksem i przyjemnością. Uważam, że takie podchodzenie do tematu naprawdę znacznie ułatwia życie. Poza tym pozytywne nastawienie jest bardzo skutecznym antidotum na zmarszczki, hemoroidy i wściekliznę 🙂