DSC05919

Wigilia już tuż tuż. Piernik w piekarniku, sianko pod obrusem. W domu unosi się przyjemny zapach choinki i palonego w kominku drewna. Wszyscy się krzątają, a Kapiszon siedzi na swoim baranku i czeka na prezenty. Mówi się, że w Wigilię przemówi. Kiedyś nawet dawałam mu kawałek opłatka i wpatrywałam mu się w zaspane oczka w okolicach północy, przed wyjściem na pasterkę. Jakoś nigdy się nie odezwał. Ale przecież on do mnie mówi cały rok. Jak i inne zwierzęta, z którymi mam do czynienia, czyli konie. One komunikują się z nami, mają swój język ciała, którego wprawne oko nie jest w stanie ignorować.

IMG_20151220_121908  IMG_20151219_194323

Kapiszon mówi, że mam coś wrzucić do miski. Nie jest to jednoznaczne z „jestem głodny”, najczęściej jest wyrazem rozochocenia i apetytu na przysmaki. Mówi, że żąda jedzenia teraz i natychmiast. Najpierw robi „pac” łapą w miskę. Potem podgryza ją zębami, aby szurając po podłodze zwróciła moją uwagę. Jeśli nie reaguję, bierze michę w zęby i podrzuca nią. Czasem kończy się na rzucaniu miską po całym mieszkaniu i zaniesieniem jej do legowiska. Bardzo mnie takie zachowanie bawi, dlatego na nie pozwalam, choć czasem muszę gościa zdyscyplinować (np. gdy zaczyna swoje miskowe igraszki kiedy ja szykuję rodzinne śniadanie. Wtedy musi poczekać na swoją kolej). Zwykle, jeśli powiem „zostaw” biegnie natychmiast do innego domownika się poskarżyć. Merda wtedy ogonem, czasem szczeka i próbuje zwrócić na siebie uwagę wszystkich. Wrzucenie paru chrupek „codziennej” karmy zwykle zamyka mu pysk. Wącha, czasem kosztuje i z urazą na pysku drepcze na swoją baranią skórę pod kominkiem, gdzie jest jego „miejsce”.

DSC05881

 

Czasem Kapiszon mówi, żebym wyszła z nim na spacer. Robi wtedy dokładnie tak : kładzie się w miejscu, w którym normalnie nigdy by się nie położył, np. na kawałku gołej podłogi, pyskiem skierowanym w moją stronę. Łepek kładzie na wyciągniętych w przód łapkach. I wisienka na torcie : robi trójkątne oczy. Taki specyficzny wyraz pyska oznacza, że on już naprawdę MUSI! To spojrzenie jest jedyne w swoim rodzaju. Nie piszczy, nie skomle, ale widać po nim że coś jest na rzeczy. Czasem robi taką minę gdy potrzebuje najeść się trawy bo boli go brzuch. Takiego komunikatu nie da się nie zrozumieć.

IMG_20151207_115154

„Wpuść mnie do łóżka”. To chyba potrafi każdy rozpieszczony psiak. Staje na dwóch łapkach, opierając się przednimi o łóżko i kładzie łepek na brzegu z uszkami położonymi do tyłu. Oczy wyrażają najwyższy stopień błagania. Jeśli decydujemy się, że chcemy go wpuścić, wskakuje i zaczyna ryć nosem w kołdrę, aby znaleźć jakąś fałdkę, która umożliwi mu wśliźnięcie się pod nią. Potem zwija się w kłębek. Jeśli podniesiemy kołdrę jego mina będzie wyrażała albo przerażenie (jednak mnie wyrzucacie?!) albo uwielbienie (ale mi tu dooooobrze….). Jeśli będzie się bał, że już koniec leniuchowania, będzie patrzył jak zbity pies, z uszami po sobie i smutkiem w oczach. A jeśli będzie chciał podziękować i pokazać, jaki jest szczęśliwy, wywali się na plecy z łapami do góry i mrużąc oczy z zadowoleniem będzie się przeciągał.

„Jestem biedny, nie jadłem od tygodnia, twoje jedzenie jest mi potrzebne do przeżycia”. Czyli typowy zgredek. Wielkie oczy, rozszerzone źrenice jak u kota ze Shreka (jak on to robi?!), uszy do tyłu, głodny wzrok, nieśmiałe merdanie ogonkiem. Stosuje tą technikę najczęściej na nieznajomych i dawno nie widzianych, rozpieszczających go ciociach. Ulubiona technika polowania na „ludzkie żarcie” na wszelkich festynach, barach na wolnym powietrzu, zawodach jeździeckich i piknikach. Najczęściej technika ta okazuje się skuteczna, a sposób w jaki wyraża swoje potrzeby jest dla wszystkich zrozumiały. Aż za bardzo, bo wpatrując się w czyjś kawałek pizzy Kapiszon potrafi nawet trząść się, oblizując paszczę na lewo i prawo. Wzrok świdrujący i praktycznie nie odrywający się od smakołyka, jedynie czasem pozwala sobie na krótkie zerknięcie w oczy właściciela pokarmu. Zwykle wyzwany przeze mnie od ostatniego żebraka i darmozjada, z rezygnacją opuszcza plac boju. Ale czasem uda mu się coś upolować.

 

DSC03555  DSC03482

„DAJ TO!”. Ta mina mówi wszystko. Zapatrzony w ukochaną piłkę, napełnionego konga, nową zabawkę, oczy jak spodki, uszy postawione na baczność. Przednia łapa zazwyczaj uniesiona, ciało napięte do granic możliwości. Mięśnie drgają mu pod skórą, oczekując w znienawidzonym „siad” aż będzie mógł rzucić się i wgryźć w obiekt pożądania. Nie merda ogonem, nie wykonuje żadnych niepotrzebnych ruchów. Czasem nos pracuje mu prawo-lewo, ale poza tym nic, nawet mrugnięcia. Jeśli oczekiwanie trwa zbyt długo, zerknie mi w oczy i znowu wlepi wzrok w zabawkę. Potem ewentualnie zacznie wykonywać po kolei, bez ładu i składu wszystkie możliwe sztuczki jakie przyjdą mu do głowy, będzie się kulał i machał łapami. I siadał jak surykatka w pozycji „poproś”.

DSC03334   100_0196

 

„Mogę?” krótkie zerknięcie w oczy, zaraz po zwolnieniu go z oczekiwania i pozwoleniu na wzięcie zabawki lub podejście do miski. Najczęściej jest to tylko ulotne spojrzenie, z lekkim zdziwieniem, szukające ostatecznego potwierdzenia „tak, to naprawdę dla ciebie”. No, chyba, że emocje go poniosą, wtedy nie ma czasu na rozbiegany wzrok, trzeba wgryźć się, memłać, szarpać i patroszyć.

„Ty weź się puknij, o co Ci chodzi?”. Najczęściej przy uczeniu się nowej sztuczki. Ponieważ nie rozumie jeszcze, czego od niego chcę (ostatnio uczymy się „połóż głowę” i „trzymaj” w pysku), merda ogonem, kombinuje na sto sposobów jak tu zdobyć smaka. Jest cały zajarany, bo uwielbia gdy poświęcam mu swoją uwagę i ćwiczymy razem jakieś opcje. Wykonuje wszystkie możliwe sztuczki, jakie przyjdą mu do głowy, szczeka, podskakuje, biega dookoła mnie, próbuje siłą zabrać mi smakołyk. Gdy to wszystko nie działa, a ja dalej powtarzam komendę, czasem się kładzie i patrzy na mnie tym uspokojonym wzrokiem. „No czego Ty chcesz?!”

100_0158  DSC02946

„Jeszcze pięć minut, mamo!” Gdy odwiedzam go w jego legowisku lub pogłaszczę go, gdy śpi obok mnie na kocyku lub kanapie. Najczęściej odpoczywa po długim bieganiu po dworze, spacerze po lesie lub wizycie w stajni. Otwiera lekko ślepka, zerka na mnie, przeciąga się, mruży oczy. Całym sobą mówi, że jest mu dobrze i doprasza się, abym w uprzejmości swojej nie przeszkadzała mu w tej chwili relaksu. Czasem wywala się do góry kołami i wyciąga łapy. Przeciąga się, mając ten śmieszny psi grymas na mordce.

„Nie rozpychaj się !” albo „Nie zamierzam się dać wykopać stąd”. Czyli pies na granicy snu i przebudzenia, w ostatnim geście obronnym, zapiera się wszystkimi czterema łapami, wkładając w to sporo siły, broniąc się przed przesunięciem go w inne miejsce łóżka. Lub zrzuceniem. Wbija te swoje terrierowate pazury niczym jakiś kocur. Jak na 6 kilowego psa ma zadziwiającą siłę zaparcia. Czasem mój mąż mówi, że „nie mógł go wyrzucić, bo się zaparł”. Rozumiecie to? Mały piesek się zaparł.

„Nie dam Ci tego !”. Niestety Kapiszon nie aportuje. Biega za wszystkim, czasem przyniesie, najchętniej w ostatniej chwili skręci i spierdzieli ze zdobyczą, którą rzuci pod jakiś krzak i obsika. Czasem go przywołuję groźnym tonem, wtedy niechętnie przylezie i z zaparciem memła przedmiot, który chcę mu zabrać. Kręci wtedy głową i odsuwa ją od mojej zbliżającej się ręki, na którą patrzy z obrzydzeniem. Minę ma wtedy bardzo niezadowoloną. Jeśli uda mi się zabrać mu zabawkę, natychmiast mówi mi „DAJ TO!” zmieniając swoją zdegustowaną i pokonaną minę w dzikie radosne skupienie.

DSC03270

„Nie smuć się” Kapi mówi, gdy jestem poddenerwowana, albo smutna. Zwykle podniesionym głosem rozmawiam z mężem lub przyjaciółką przez telefon, spaceruję po mieszkaniu dziko gestykulując i wyzywając, czasem płacząc a innym razem pomstując i poprzysięgając krwawą zemstę na wszystkich, którzy zrobili mi pod górkę i ich rodzinach do pięciu pokoleń wstecz. Pies wtedy wygląda, jakbym to na niego krzyczała, czyli przyjmuje pozycję przepraszającą, z ogonem pod siebie, ugiętymi łapami i uszami do tyłu. Oczy wyrażają wielki smutek. Jeśli usiądę i go zawołam do siebie, wskakuje na mi na kolana i liże mnie zaciekle po twarzy, merdając ogonem i wygłupiając się, aż zacznę się śmiać i go przytulać. Jest w tym zachowaniu bardzo uroczy.

„Jestem wściekłym dobremanem!” czyli typowe zachowanie Kapiszona wobec innych psów, niestety. Szczególnie nasilone, gdy znajdzie jakiś obiekt, który mógłby brać w pysk i udawać, że go broni. Nie ważne, czy byłby to patyk, marchewka czy kawałek słomy. Wyszczerza wtedy kły, warczy, stawia irokeza z sierści na karku. Wzrok ma wtedy naprawdę zły, błyska białkami oczu. Ostatnio zachowywał się tak najczęściej gdy Coco chciała mu zabrać jakiegoś pluszaka. Właściwie nie chciała mu zabrać, tylko biegała za nim i namolnie zachęcała do zabawy, szczekając i podskakując. A on wyglądał, jakby dostał wścieklizny, jeszcze nigdy nie pokazał tylu zębów naraz. Pewnie dlatego, że Coco w ogóle nie reagowała na jego „ostrzeżenie”, w najlepsze zaczepiając go i flirtując. Niestety zabawki i patyki to jest punkt zapalny u mojego psa, który zachowuje się jak zasrany smarkacz jedynak, niczym nie chcąc się podzielić…

DSC02745

Kiedy już poznamy swojego zwierzaka na tyle, aby rozumieć jego język, przyjaźń staje się jeszcze głębsza a relacja jeszcze trwalsza. Ja już wiem kiedy pies chce coś ode mnie wydębić, a kiedy naprawdę czegoś potrzebuje. Jest to niezwykła sprawa, posiadać zwierzaka, który jest w Ciebie wpatrzony jak w obrazek.

 

A na koniec zapraszam na krótki filmik z 2013 r, w którym Kapiszon wraz z moją rodzinką śpiewa kolędy :))